niedziela, 17 sierpnia 2025

cudze chwalicie...

  

 
W ramach tegorocznego urlopu miałam przyjemność przebywać w greckim rejonie Epir -  jest to górzysta kraina położona w północno-zachodniej części Grecji. Zwiedzaliśmy Prevezę, Paleros, Nikopolis oraz wyspy Lefkada i Koronisia. Wyjazd jak większość wyjazdów bardzo udany, pozwiedzane, wypoczęte, rozleniwione i objedzone po korek towarzystwo wróciło do Polandii, więc można zabrać się za podsumowanie i analizę podróży.
Nie mam do końca pomysłu jak ugryźć ten temat żeby przekazać to co mam do przekaznia, bo nie chcę żeby wpis został odebrany jako pesymistyczny i negatywny.
    Grecja jako kraj, nowe miejsce przynajmniej w tej częsci którą udało mi się zobaczyć jest wyjątkowa, połączenie gór i morza na jednym małym skrawku terytorium robi niesamowite ważenie. Przepiękna niebieska woda, dzikie piaszczyste plaże, klifowe wybrzeże z jednej strony i urokliwe wioski usytuowane na zboczach gór z drugiej strony drogi, robią niesamowite wrażenie podczas malowniczych podróży samochodem, czy z perspektywy lotu ptaka. 
Domy z okiennicami i markizami chroniącymi przed słońcem, posadowione wśród skał i drzew oliwnych, a pomiędzy nimi wąziutkie uliczki, kawiarenki, sklapy i ich mieszkańcy w środku tej maleńkości.

Grecy przesympatyczni, uczynni, uśmiechnięci i głośni. Kochają biesiadować przy wybornym jedzeniu, akompaniamencie muzyki i aromatycznym anyżowym uzo. Ten charakterystyczny smak i aromat lokalnego trunku kojarzy mi się z dzieciństwem i białymi landrynkami, których w paczce było najmniej, a każdy sięgał po nie jako pierwsze. 
W Nikopolis pozostałości starożytnego miasta z teatrem, akweduktem i murami obronnymi.

Szkoda, że upał nie pozwolił na wdrapanie się w góry, ponad 40 stopni dało popalić podczas zwiedzania miasteczek i wysp, nawet nie wyobrażam sobie co by było podczas górskiej wyprawy. 
Woda w basenach kurortowych 
 jak zwykle niebieska, jedzenia przesadnie dużo, drinki ile i kiedy kto chce. No i koty, koty wszędzie,  leniwi sierściaci przyjaciele. Jest ich bardzo dużo, ale nie są uciążliwe. Ogólnie atmosfera typowo wakacyjna. Nadmienię, że akurat nasz hotel był wspaniałym miejscem dla introwertyków, cisza, spokój bez zgiełku i hałasu typowego dla kurortów. Dla zainteresowanych brakiem jakichkolwiek atrakcji organizowanych przez hotel polecam Thalassa w Paleros, dla mnie miejsce idealne 😁
Teraz od pozytywów przejdę lekuchno w bok 😉bo są momenty, że perspektywe z lotu ptaka, hotelowej plaży, basenu czy zza szyby samochodu trzeba zmianić na pieszoruchową i tataj pojawia się mały klops, bo oglądamy tą kolorową cudowność z dużego bliska. Wtedy zaczynamy dostrzegać szczegóły. Czasem jesteśmy w miejscach wizytówkach i wtedy wszystko ocieka przepychem i urokiem. Ale są momenty gdzie trafiamy do greckiej codzienności z dala od kurortów i turystycznych miejsc. Domy są zniszczone przez nadmorski i górski wiatr oraz słońce, które pali niemożebnie.  Pomiędzy starymi budynkami  z wyblakłą obdrapaną elewacją, podniszczonymi okiennicami i nadjedzonymi zębem czasu i klimatu markizami,  pojawiają się nowoczesne wille, które jeszcze bardziej ukazują, że kolebka kultury i cywilizacji w kolebce się ostała. Worki pełne śmieci wystawione przed domy oczekują na ich zbiórkę, a wokół nich często rozsypana zawartość. Do tego uciążliwe osy, których są całe roje.
Grecy przesiadują w tawernach i knajpkach gdzie na małych stoliczkach z ceratą sączą piwo czy kawę odpowiednią do pory dnia, ewentualnie kawę po grecku, którą można pić niezależnie od pory, a greczynki w kuchni, za ladą czy z tacą obsługują przybyłych "gości" i turystów. Ma to swój urok i klimat, ale znacznie odbiega od pocztówkowego obrazu Grecji.
Podsumowując cieszę się,  że trafiłam akurat do Paleros i w jego okolice, bo mogłam zobaczyć ten kraj z dwóch skrajnych stron. Tutaj łączy się starożytność z teraźniejszością.
Czy jestem zadowolona z wyjazdu? jestem i to bardzo. Żyję nadzieją, że będzie mi dane tam wrócić i zwiedzić kolejny region. Niemniej jednak uważam,  że żyjemy w kraju pięknym i to nam Grecy mają czego zazdrościć. Bo Grecję warto zobaczyć,  posmakować, posłuchać, ale życie tam przynajmniej dla mnie byłoby udręką. 
Na zakończenie życzę sobie możliwości kolejnej podróży i może trochę greckiego Siga-siga, co znaczy tyle co powoli, spokojnie, bez pośpiechu, bo póki co więcej czasu zajmuje mi sprzątanie tarasu niż korzystanie z niego 😂








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz