czwartek, 29 maja 2025

Sport to zdrowie czy sport to mord...

    Sport to zdrowie i ruszać się trzeba, każdy ma tego świadomość. Aktywność fizyczna wzmacnia odporność, ruchomość stawów, bilansuje poziomy poszczególnych "składników" naszych wątłych ciałek i spala kalorie, które zdarza nam się wszamać w nadmiarze. Poprawia kondycję fizyczną, wydolność, polepsza samopoczucie i pierdyliard innych pozytywnych argumentów jest na to żeby ruszyć dupiszcze z kanapy i "coś porobić", tylko nam się nie chce. 
Wiadomo, że najgorzej zacząć bo wszystko boli po pierwszej aktywności, zadyszka po trzech wymachach racicą, jak poruszamy 🍑to zjemy więcej niż zwykle, więc po co się ruszać. Najlepiej nam wychodzi poleżeć na pleckach, uwentualnie boczku jednym z dwóch i zazdrościć innym, że oni mają dobrze bo mają co?, bo mają czas, a my czasu nie mamy i nie mamy kiedy ćwiczyć.
    Kolejny problem jeśli już postanowimy, że w weekend trzeba zeżreć wszystko z paśnika bo od poniedziałku to już musowo bierzemy się za siebie i zaczynamy (przykładem dobrym będzie) i zaczynamy biegać jest to, że nie mamy w co się ubrać. Bo przecież w dresach i trampkach nie pójdziemy biegać bo się sarny w polach będą z nas śmiały o ludziach na dzielni nawet nie mówię. Choć na starcie na dzielnie mało kto jest odważny się udać na lans, bo na starcie aktywności najprawdopodobniej będzie wyglądał jak po 2 udarach i jednym wylewie. Więc w pierwszym rzucie w pole nabrać kondycji, a jak już nabierzemy kondycji i nadal mamy ambicje robić coś tam, to wtedy na wieś. Tylko pojawia się problem bo po bieganiu w polu okazuje się, że nasze buty nie dość, że są usyfione, to mają podeszwę w teren, a nie na bruk. I teraz zaczynamy się doktoryzować z buciszczy, które jakie i gdzie, czy jedne za mirjad monet, czy jednak kupić nowe inne tańsze tak za 3/4 mirjada tylko na bruk. Bo jak w jednych za mirjad z bruku udamy się w teren to będą wyglądały jak te pierwsze, więc może 2 pary będą idealne (można więcej, kto zabroni). 
I powiedzmy, że temat ogarnięty i już można biegać i tu i tam, ale jak sprawdzić czy mamy progres. No to zegarek trzeba kupić, najlepiej żeby można było przez niego gadać i muzyki słuchać i żeby liczył, a wieczorem brawo bił i medale dawał. 
Mamy buty, tekstylia, zegarek wszystko mamy i powiedzmy, że nadal mamy jeszcze chęci to teraz trzeba zaplanować, kiedy, gdzie i jak długo trenujemy, sami czy w grupie, w grupie z sąsiadem, czy jednak grupa onlajnowa, na forum koniecznie jakieś trzeba i fanpejdża. A później 5, 10, 21 tam i owam i musze coś z tymi kolanami zrobić, ale jeszcze pobiegnę, poskaczę, powyginam wszystko zależy czy biegamy, czy siłownia, rower, basen.

    Reasumując, rewelacją jest gdy zaczniemy robić cokolwiek, a jak już to uprawiamy jeden sport, mamy umiar i dystans. 
Na swoim przykładzie jednak mogę stwierdzić, że w całym sport to zdrowie jednak czasem sport to mord. Patrząc na to co wyżej to można u mnie tak razy trzy, bo biegam, jeżdżę na rowerze, ćwiczę na siłowni i czasem jeszcze coś mi przyjdzie do głowy. Do wszystkiego inne buty, żeby pasowały do reszty, inne łachy, inne gadżety. Nie mówię, że mi to nie pasuje, pasuje i to jak tylko szkoda, że majątku nie powiększa bo jednak szybkość zużycia z każdym nowym produktem wzrasta. Idąc dalej, rano sprawdzam na zegarku czy dobrze spałam, wieczorem ile spaliłam, a dodatkowo czasem ten dziad mi pika, że źle oddycham, a w temacie że baterie życiowe mam ciągle nienaładowane to już go ignoruję od kilku miesięcy. 
Lubię sport i praktycznie codziennie coś robię bo wtedy się relaksuję, regeneruję psychikę, wyciszam, a z drugiej strony nie bardzo się regeneruje fizycznie, więc kontuzje to moja specjalność. I do tego potrafię się denerwować 😡😡😡(rodzina pewnie nazwałaby to inaczej 😂) jak mi coś wypadnie niezaplanowane i muszę z czegoś zrezygnować. Dzień mam zorganizowany tak żeby mieć czas na wszystko i wieczorem powiedzieć fajnie było, ale w całym tym majdanie nie uprawiam drzemek, seansów serialowych i kawek na pierdoły i dzięki temu mam czas, którego i tak nie mam bo robię coś😆
Podsumowując, polecam uprawiać sport, ale odradzam fokusować się nim tak jak ja to robię, bo czasem zamiast relaksu bywa to męczące. Także zazdrościć mi, że tyle robię, a podziwiać tym bardziej nie polecam bo nie ma czego 😉
 

sobota, 17 maja 2025

Każdy swoje prawa ma

 
Lekarz, fryzjer, urzędnik, nauczyciel, rolnik, polityk (też podobno zawód), każdy zawód jest inny, inne mają problemy, inne obowiązki, inne potrzeby i inną odpowiedzialność. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich jest człowiek. I tutaj postać rzeczy zaczyna się zmieniać, bo patrząc z tej perspektywy każdy jest równy. Każdy ma prawa, obowiązki, zdrowie, uczucia, emocje, własność, potrzeby. 
Patrząc z perspektywy własnej osoby, nie lubię gdy ktoś pcha się w moje życie, zagląda przez płot, doradza niepytany, czy komentuje mój sposób na życie zwłaszcza za plecami. Chcąc chronić swoje ja, mam dość dużą ściankę ochronną wokół mojej strefy komfortu. Teraz przechodząc do strefy komfortu współobcujących wokół niej, staram się nie wchodzić w życie sąsiadów. Nie interesuje mnie za bardzo Marysia, Stasia, Tadeusz czy Hieronim z sąsiedztwa. Żyją jak im się podoba i staram się nie wchodzić im w drogę i liczę, że ich z moją też się nie skrzyżuje. Nie wnikam jakie mają powiązania związkowe on - ona, ona - on, on - on, ona - ona, ona - oni, on - one, byle im się dobrze działo. I tak mniej więcej wygląda mój mały lokalny świat. Świat ten się rozrasta do pracy, wioski, powiatu itd. Dobrze by mi było, żeby ta perspektywa trwała przynajmniej przez najbliższe kilkadziesiąt lat bo liczę, że tyle pociągnę. Czasem włącza mi się odklejka i zaczynam filozofować jakby było cudownie gdybym miała, albo gdybym mogła... ale szybko wracam do normy, bo mam możliwości sporo zmienić w swoim życiu, tylko niekoniecznie mi się chce. Jakbym jednak chciała to droga otwarta, niewiele jest ograniczeń, kwestia zacząć działać.
I teraz do czego ja w ogóle zmierzam, a no do tego, że mamy czas wyborów prezydenckich, jutro 1 strzał i za kilkanaście dni zapewne kolejny. Jak słyszę, że ktoś nie idzie bo nie ma na kogo głosować, a i tak mu się nic nie zmieni, to nie dyskutuję tylko swoje myślę. Bo może właśnie będzie sukcesem jak się nic nie zmieni, jak nadal będzie w miarę stabilnie i w miarę bezpiecznie, jak nadal będzie można powiedzieć, że nie idę na wybory bo nie muszę bo mam takie prawo, a nie obowiązek, że w ogóle są wybory. 
Myślę, że warto jednak pamiętać, że prawo wolnych wyborów wbrew pozorom mamy od niedawna i z perspektywy czasu i sytuacji u niektórych naszych sąsiadów warto pamiętać, że prawo takie się miewa, a nie ma. I może jednak warto iść i z niego skorzystać. I błędnym jest myślenie, że nie ma na kogo głosować, akurat mamy to szczęście, że wybór jest spory i każdy kogoś dla siebie znajdzie. A opcja ja nie idę wiąże się z tym, że przez kolejne 5 lat zupa może być niekoniecznie jadalna, bo sąsad naleje ci taką, którą akurat on lubi, a twoje podniebienie niekoniecznie.
 

środa, 7 maja 2025

Jestem dobra czy jednak samochwała i egoistka


Bieg Kobiet #biegkobiet
Bieg 5 km
Bieg 25 maja
Bieg wirtualny (czyli biegnę w miejscu jakie mi się podoba 😄😃😁)

Jest i on, mój pakiet startowy, teraz żeby pogoda dopisała i udało się dopełnić zadanie do 100% w planowanym czasie. 
I wtedy co? będę dobrym człowiekiem? lepszym człowiekiem? czy nadal ą i ę tylko bardziej?

Otóż właśnie to jest dzisiejszy temat moich wypocin 😊
Już nie raz się uzewnętrzniałam, że lubię robić różne rzeczy i angażować się w różne sprawy. Czasem jest to jakaś akcja "się pomaga", czasem bieg "w celu" często nazywany szczytnym, czasem wirtualny, czasem w zorganizowanym wyznaczonym miejscu. Jestem krwiodawcą takim z odznakami oh i ah, jestem zarejestrowana w bazie dawców szpiku kostnego. 
Wiem, nie jestem jedyna i jakaś wyjątkowa i nie ma się czym chwalić i nie o chwalenie mnie tutaj idzie. 
Zmierzam do tego, że każdy udział w którymś z tych działań, powoduje u mnie swego rodzaju dumę z samej siebie i daje poczucie, że jestem dobra. To jest tak bezsensowne, że ostatnio sama zaczęłam się nad tym zastanawiać dlaczego tak jest. 
Już samo wykonanie telefonu do centrum krwiodawstwa i upewnienie się, że mogę oddać krew wywołało we mnie radość, a co dopiero sam fakt oddania krwi. Podobnie informacja z in postu o nadaniu  paczki z koszulką i medalem czy jej odbiór, no toż to Panie szok jest jakiś, jakżemsie ucieszyła. A jak przebiegnę no to już serce rośnie bohater narodowy zasłużony dla... to już w zależności w jakiej akcji biegnę. 
Teraz się zastanawiam 
1. Czy tymi moimi akcyjkami leczę jakiś kompleks niższości? "gorszości"? 
2. Czy to jest szczera chęć porobienia czegoś bo jednak lubię żeby się działo, a jak mogę coś dla kogoś to tym bardziej.
3. Czy to jest potrzeba "bycia dobrym" i wynika z mojej potrzeby wewnętrznej pomagania innym.
4. Czy jest to czysty egoizm, skupianie się na sobie, swoich potrzebach i interesach i w głębi tego wszystkiego wcale nie mam w głowie i sercu potrzeb i uczuć innych osób. Najważniejsze jest moje JA, a reszta ewentualnie przy okazji.
5. Czy jednak z potrzeby akceptacji mnie przez innych i osiągnięcia "wow ty to jesteś".
Najbardziej zastanawiający dla mnie jest cel moich działań kiedy mowa o krwiodawstwie, ponieważ boje się igieł i siadając na fotel myślę tylko o tym, żeby było już po, żeby było szybko i żebym nie zemdlała. I mając takie doświadczenie, niemałego stresu, oddałam ponad 20 litrów krwi. Co prawda dało mi to w rezultacie niezłą satysfakcje i poczucie czynienia dobra, nie mogę za to za bardzo powiedzieć że kilka kg czekolady, bo zazwyczaj 1 sztukę sobie zostawiam, pozostałe rozdaję. Ale stres jednak sporo złego dla organizmu powoduje. Pozostaje pytanie po co to robię? 1, 2, 3, 4, 5?

Jakby na to nie patrzeć, myślę że niezależnie czy dla 1, 2, 3, 4 czy 5 to warto działać, choćby inni byli w kolejce zaraz za naszymi potrzebami 😊 ale temat pozostawiam sobie do głębszego zastanowienia się i analizy. Bo raz piłuję bycie wdzięcznym, dobrym, szczerym i oddanym, a innym razem chce medal choćby plastikowy byle wszyscy widzieli i niech gadają co chcą byle gadali 😜






piątek, 2 maja 2025

Joga, medytacja...

 

Sam fakt,  że nie wiem od czego zacząć świadczy o tym, że emocje biorą górę nad rozumem 😂a do tego brzegu właśnie zmierzam. Może więc od 🍑 strony jakoś zawinę do tego o co mi chodzi 🙂
Pisałam już gdzieś, że moje życie emocjonalne to jeden haos. Przeplatają się we mnie wszystkie emocje i można powiedzieć, że cyklem jest godzina.  Jak się śmieję to całą sobą,  jak przeżywam radość, smutek, żal to również cały organizm jest zaangażowany. Jak o czymś mówię to gadam i gadam i rozpoczynam pińset wątków, a zapominam o pierwotnym. Za to jak ktoś do mnie mówi,  to musi krótko i na temat bo przestaję słuchać i odpływam w swój świat gonitwy myśli. 
Żadko opowiadam dowcipy bo zaczynam się śmiać przed czasem i nie jestem w stanie dokończyć. Jak mówię o czymś co mnie wzrusza to zaraz mam łzy w oczach 🥹 i gluta 😪 pod nosem. Ostatnio usłyszałam, że sprawiam wrażanie jakbym miała w sobie więcej receptorów czuciowych. Może tak jest, a może bardziej z nich korzystam bo nauczyłam się obserwować moje ciało i świat trochę inaczej niż robiłam to do niedawna, po tzw. łebkach.
No i brzeg,  w całym moim emocjonalnym haosie w którym wybucham naprzemiennie śmiechem, gniewem, smutkiem, śmiechem, smutkiem, śmiechem,  gniewem, śmiechem, furią,  śmiechem...
... pojawia się joga i medytacja. Praktykuję je może 2,5 roku, ale w tym roku zaczęłam praktykę sumiennie i z pełnym zaangażowaniem. Codziennie rano ćwiczę jogę, która wycisza mój mózg,  myśli i emocje po sennych podróżach,  jednocześnie rozciągam mięśnie i pobudzam ciało do życia.  Wieczorem jeśli mam ochotę również joga i zazwyczaj medytacja. 
Nie wiem czy dzięki tej praktyce, ale myślę,  że częściowo na pewno łatwiej mi siebie wystopować gdy wpadam w pobudzenie emocjonalne. Więcej mogę zaobserwować w moim ciele i otaczającym świecie,  lepiej nazwać i opisać to co widzę i czuję. Niestety nie potrafię jeszcze reagować za wczasu zanim wybuchnę którąś z moich emocji, ale z czasem może i tego się nauczę. 
Także joga i medytacja - polecam jako praktykę, jako chwilę zadumy, jako nasz STOP w codziennej gonitwie.