Bieg 5 km
Bieg 25 maja
Bieg wirtualny (czyli biegnę w miejscu jakie mi się podoba 😄😃😁)
Jest i on, mój pakiet startowy, teraz żeby pogoda dopisała i udało się dopełnić zadanie do 100% w planowanym czasie.
I wtedy co? będę dobrym człowiekiem? lepszym człowiekiem? czy nadal ą i ę tylko bardziej?
Otóż właśnie to jest dzisiejszy temat moich wypocin 😊
Już nie raz się uzewnętrzniałam, że lubię robić różne rzeczy i angażować się w różne sprawy. Czasem jest to jakaś akcja "się pomaga", czasem bieg "w celu" często nazywany szczytnym, czasem wirtualny, czasem w zorganizowanym wyznaczonym miejscu. Jestem krwiodawcą takim z odznakami oh i ah, jestem zarejestrowana w bazie dawców szpiku kostnego.
Wiem, nie jestem jedyna i jakaś wyjątkowa i nie ma się czym chwalić i nie o chwalenie mnie tutaj idzie.
Zmierzam do tego, że każdy udział w którymś z tych działań, powoduje u mnie swego rodzaju dumę z samej siebie i daje poczucie, że jestem dobra. To jest tak bezsensowne, że ostatnio sama zaczęłam się nad tym zastanawiać dlaczego tak jest.
Już samo wykonanie telefonu do centrum krwiodawstwa i upewnienie się, że mogę oddać krew wywołało we mnie radość, a co dopiero sam fakt oddania krwi. Podobnie informacja z in postu o nadaniu paczki z koszulką i medalem czy jej odbiór, no toż to Panie szok jest jakiś, jakżemsie ucieszyła. A jak przebiegnę no to już serce rośnie bohater narodowy zasłużony dla... to już w zależności w jakiej akcji biegnę.
Teraz się zastanawiam
1. Czy tymi moimi akcyjkami leczę jakiś kompleks niższości? "gorszości"?
2. Czy to jest szczera chęć porobienia czegoś bo jednak lubię żeby się działo, a jak mogę coś dla kogoś to tym bardziej.
3. Czy to jest potrzeba "bycia dobrym" i wynika z mojej potrzeby wewnętrznej pomagania innym.
4. Czy jest to czysty egoizm, skupianie się na sobie, swoich potrzebach i interesach i w głębi tego wszystkiego wcale nie mam w głowie i sercu potrzeb i uczuć innych osób. Najważniejsze jest moje JA, a reszta ewentualnie przy okazji.
5. Czy jednak z potrzeby akceptacji mnie przez innych i osiągnięcia "wow ty to jesteś".
Najbardziej zastanawiający dla mnie jest cel moich działań kiedy mowa o krwiodawstwie, ponieważ boje się igieł i siadając na fotel myślę tylko o tym, żeby było już po, żeby było szybko i żebym nie zemdlała. I mając takie doświadczenie, niemałego stresu, oddałam ponad 20 litrów krwi. Co prawda dało mi to w rezultacie niezłą satysfakcje i poczucie czynienia dobra, nie mogę za to za bardzo powiedzieć że kilka kg czekolady, bo zazwyczaj 1 sztukę sobie zostawiam, pozostałe rozdaję. Ale stres jednak sporo złego dla organizmu powoduje. Pozostaje pytanie po co to robię? 1, 2, 3, 4, 5?
Jakby na to nie patrzeć, myślę że niezależnie czy dla 1, 2, 3, 4 czy 5 to warto działać, choćby inni byli w kolejce zaraz za naszymi potrzebami 😊 ale temat pozostawiam sobie do głębszego zastanowienia się i analizy. Bo raz piłuję bycie wdzięcznym, dobrym, szczerym i oddanym, a innym razem chce medal choćby plastikowy byle wszyscy widzieli i niech gadają co chcą byle gadali 😜

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz