środa, 31 grudnia 2025

Idzie nowe, dobre...

Zdjęcie zrzut z ekranu, zwyczajna kradzież z internetu bo ładne 😉



Stary Rok stara ja
Nowy Rok stara ja 🤣
Wróżę z fusów, że idzie nowe 😉
nie wiem czy lepsze na pewno inne 😉 oby nie gorsze.
2025 był słaby, ale w ostatecznym rozrachunku jednak lepszy niż poprzednie trzy 😎 Może tendencja będzie wzrostowa i złego jednak diabli nie biorą 😁
Przyszedł czas rozliczeń, planów i nadziei.
W kwestii rozliczeń:
- nie schudłam 😂 ale w obfitość kaloryczną też nie wpadłam więc tutaj jestem na lekuchny plus, 
- na książki wydałam tyle co zwykle, miałam nie wydawać tylko iść w czytadło elektroniczne ale mi nie wyszło, z drugiej strony na waciki nie przepuściłam, więc jakby podliczyć to jednak plus 😁 
- sumiennie wykonywałam poranne jogowe powitania słońca, opuściłam 4 dni i było to spowodowane tym, że stanęłam oporem do budzika, a czas mi pokazał, że nie powinnam z nim igrać - czytaj zaspałam do roboty 😂
- medytowałam to plus, za mało to na minus 😂😂😂 Medytacja powinna być moim obowiązkiem jak mycie zębów, jest jak tabletka na rozkołatany łeb, czyli ostateninie minusminus 😉
- roboty nie zmieniłam, na plus jest to że mnie nie wyrzucili, na minus że nie zmieniłam, ogólnie tutaj jestem na ZERO 😒 Jest ciężko, stabilnie ale ciężko i tutaj mam nadzieję, że byle do czerwca 2026, a później jużz góreczki- to jest plan i nadzieja 🥺😒
- relacje rodzinne na poziomie dobrym i bardzo dobrym, rozwodu nie było i planów na niego też nie ma 😃W chorobie Z o mnie dbał, medykamenty podawał, a mógł dobijać, także małżeństwo na plus (to jest moja subiektywna opinia, mąż może mieć całkiem odmienną, ma takie prawo, ale nie polecam bo z całej trójki tylko on chory nie był)😂 
Nasti ze mną gada na niezmiennym ilościowo poziomie, tylko pory dnia na pogaduchy się zmieniają bo jak jakiś nornik (nie wiem czy takie coś jest, wymyśliłam) w tryb nocny przechodzi 😃
- zdrowie - tutaj temat ciężki i drażliwy, bo znów sporo nerwów za nami. Badania, przychodnie, szukanie dziury w całym, na szczęście w ostatecznym rozrachunku wyszło, że jest stabilnie. Całokształt jednak  spowodował, że rok zaliczam do ciężkich, emocjonalnie wyczerpujących i raczej życia mi nie wydłużył 🥺
- dbałam o siebie na tyle ile potrafię i mi się chce, niestety czasem mi się nie chce bo chce mi się czegoś za bardzo 😃😉 I tutaj wyjaśnienie, nie chce mi się to nie znaczy że nic nie robię, wręcz odwrotnie, robię za dużo i nie daje wątłemu ciałku wytchnienia i odpoczynku, a to na koniec 2025 skończyło się  romansem ze specjalistą z dziedziny NFZtów niestety za grube piniunszki i drugie niestety to nie są moje ulubione NFZty 🤨
- nie jestem bogata w chajsy i to jest wielki MINUS 😂
- podobno we łbnie mi się na stare lata poprzewracało, nie neguję nie oceniam, ale na PLUS 😉myślę i liczę na to, że będzie ze mną tylko gorzej  🤩
- jestem bogata w nowe doświadczenia PLUS 😍

Plany na nowe:
- to co w ubiegłym roku 😃 bo było dobre,
- nie zmieniać się, tylko ludzi przyzwyczajać do siebie, nieakceptujących odciąć od wspólnego łańcucha 😃
- być dobrą dla siebie, a następnie dla innych nie odwrotnie 💟
- doceniać i celebrować momenty, żyć tu i teraz, zatrzymać się czasem, poleżeć, w chmury popatrzeć bo tam pewnie nadal statki pływają i baranki gonią za motylami 😊
- więcej spontanu, to będzie trudne i raczej jestem sceptyczna na starcie do tego planu 😂
- chciałabym napisać żyć bez planu, ale w moim przypadku bez planu i bez rutyny = argadamemnon więc lepiej z planem i rutyną, a ewentualnie patrz punkt wyżej 😉😃
- więcej medytować 😊😊😊
I to chyba na tyle. Niech się dzieje, ja ewentualnie na bieżąco skoryguję odchylenia od mojej normy 😊

Dzisiaj dziękuję za to co minęło, za wszystkie emocje, doświadczenia, wspierające wróżby i intencje. Przesyłam dobre wibracje dla tych co przyłożyli cegiełkę do mojego szczęścia i zdrowia w 2025 r., nie było Was wielu, tym bardziej doceniam że jesteście 😘 Kocham Was całym sercem i jestem wdzięczna losowi, że Was mam przy sobie. Szczególnie Siostra, NFZty, CC50 🧡💛💚
O tych co mi kłody pod nogi rzucali też pamiętam, przypomnę się za jakiś czas 😂

Wszystkiego najlepszego dla Was w Nowym Roku, niech się dzieje, niech się darzy. Wspierajmy się, doceniajmy, wierzmy w siebie nawzajem 😘
Osobiście czekam do końca czerwca 2026 bo pierwsze pół roku nadal będzie trudne, a później żeby zdrowie było, bo w wakacje odpocznę i wrócę z podwójną siłą Eweliny, a wtedy klękajcie narody. Diabeł w piekle powie, znów mnie tą Wariatką na ziemi pokarało 🤣
BUŹKA 😘

piątek, 5 grudnia 2025

Mała czarna, chwast i choinka. Jak święta zostały uratowane



    Opowieść przedwigilijna pt. "Mała czarna, chwast i choinka. Jak święta zostały uratowane" 🤣
E: ubieram dzisiaj choinkę 
Z: a co z tym 💩 ?(pyta wskazując na monstercie 😁)
E: trzeba gdzieś przestawić ("gdzieś" jest dla niej oczywistą oczywistością, a ta znajduje się w sypialni, niestety na piętrze 🫣 I tutaj nie tyle waga chwasta stanowi problem, co jego wielkość) 
Z: za drzwi go wypier... (wyrzuć z hukiem i to wielkim tego badziewia ma na myślion, choć mówi zupełnie coś innego) albo daj sobie spokój z tą choinką.
W małej czarnej budzi się obrońca bezbronnej roślinki. Rzuca się mu do gardła. Teraz on leży zakopany pod brzozami-zawsze mówił jakie piękne im wyrosły, a ona ma choinkę na środku salonu tuż przy monsterze 🤣🤣🤣. Z małej czarnej zrobiła się czarna wdowa, ale kwiat i święta zostały uratowane. I żyli długo i szczęśliwie przynajmniej niektórzy 🤣🤣🤣
A poważnie wszyscy żyjo, bez awantury, tylko plecy mnie bolą 🤣 Monstera w sypialni, choinka w salonie, Mikołaj może przychodzić 😁
A teraz do brzegu 😉
Czy w każdym domu jest jakiś corocznie powtarzający się  przedświąteczny temat zapalny? 
U nas zdecydowanie jest nim waćpani monstera i gdzie ją na święta eksmitować żeby choinka mogła zająć swoje paradne miejsce 😁 
Ostrzenie noży. Poszedł chłop karpia z łusek ogolić i zginął, później się okazało, że nóż ostrzył, a jak jeden to zaraz wszystkie ogarnął i pół dnia zleciało.
Gotowanie 4 dni + 3 weekendy, a później jedzcie, jedzcie bo się zepsuje i tak w każdym domu, a w święta odwiedzamy ich kilka. 
Choinka naturalna czy sztuczna, oooo to też temat do dyskusjii. Na szczęście nie w moim domu, u nas tylko sztuczna od zawsze i na zawsze. 
Sałatka kroisz za grubo i nierówno. Co ty za majonez dałaś u mnie tylko kielecki, winiary, babuni, byle miał jajka...
Pieczenie, lepienie i gotowanie, kolejny triger małżeński, wszystko muszę sama...
Ja w tym roku idę po rozum do głowy, od pierników są ludzie, którzy robią to doskonale i zapewne z większym spokojem niż ja, dlatego mam zamiar posiąść pierniczki w drodze zakupu. Podobnie rzecz się ma z pierogami, są panie które za drobną opłatą wykonują te małe cuda. I ja zamierzam sprawdzić czy dobre im to wychodzi. Nie spędzę jak co roku pół soboty przy kuchennym blacie, żeby zaspokoić rodzinne brzuszki i przygotować ich 50 szt., a na koniec zmęczona jak łoś z bólem w plecach za bardzo tego nie szamie bo mnie później własny brzuch boli.
Także ja mam ambitny plan w tym roku w okresie przedświątecznym, a później świątecznym przede wszystkim odpocząć i spędzić czas w gronie rodzinnym, ale na moich zasadach i tego również Wam życzę.
 

wtorek, 28 października 2025

Nic o mnie nie wiesz, bo nic o sobie nie mówię

 

Nie będę ściemniać, że nie czytam motywacyjnych haseł bo jest jak jest i śledzę i czytam 😁Szukam cytatów, sentencji, powiedzonek. Czasem chcę pozyskać nową wiedzę lub zweryfikować jakie farmazony ludzie opowiadają 😂 Jeśli mowa o motywacyjnych tekstach dużo czytam o emocjach, afirmacjach, medytacji, samoakceptacji. Część tekstów mnie nakręca do działania, są też takie, które irytują np. "codziennie bądź lepszą wersją siebie", jak mi to działa na nerwy to klękajcie narody. Bądź dobry na tyle ile potrafisz, możesz być taki jak wczoraj jak daje Ci to szczęście i wewnętrzny spokój, a czasem bądź gorszą wersją jeśli nie masz siły na sięganie poprzeczki z dnia poprzedniego. Najważniejsze żeby być sobą, być w porządku wobec siebie i innych. Nie głosić prawdy na siłę, ale też nie wymyślać słodyczy tam gdzie są zbędne, a jak wyraz twarzy mówi więcej nić gęba to jakoś przetrawić 😉

Kolejne z moich ulubionych:
- nie mów o sobie 
- nie opowiadaj co cię cieszy a co smuci
- nie pokazuj swojego życia na zewnątrz   
- nie zdradzaj swoich marzeń 
AI mówi, że nie mówienie za dużo o sobie jest ważne, ponieważ nadmierne otwieranie się może być wykorzystane przez innych w nieodpowiedni sposób, prowadząc do zazdrości, plotek i wykorzystywania słabości. 
Jestem świadoma, że spore grono ludzi nienawidzi osiągnięć innych, że najchętniej czytają głupie treści, żarty i porażki znajomych. Czy z tego powodu mamy cicho siedzieć, nie chwalić się osiągnięciami, przygodami, nie okazywać smutku jak jest nam źle, jak cierpimy, jak potrzebujemy poklepania po pleckach bo jak zaczniemy mówić o sobie to inni będą o nas gadać? będę mieć z nas pożywkę? i tak gadają, a jak będzie wiadomo co nam w głowie siedzi i jacy jesteśmy, to albo będą mówić prawdę, albo będą pomawiać, a na to jest odpowiedni paragraf. Jak ludzie nic o nas nie wiedzą to sobie wymyślą, zwłaszcza gdy z jakiegoś powodu jesteśmy ciekawą osobą. 
Z jednej strony jest parcie żeby być otwartym, emanować uczuciami, okazywać emocje, dzielić się sobą, wyrzucać traumy i szukać pomocy w problemach. Zaraz za tym stoi kolejny mędrzec i każe cicho siedzieć, hamować emocje, zachować dla siebie, w czterech ścianach zamknąć. Nie pokazywać kolorowych obrazów z życia, a tych ponurych to już w ogóle absolutnie nigdy. A później co drugi ląduje na terapi i to jest aurat sukces, bo jeśli nie trafi tam w porę to ląduje na suchej gałęzi. No i co najważniejsze, jak już trafi na terapie to lepiej zeby o tym nie mówił, bo oczywiście Ci inni wykorzystają to, złamią go, zniszczą. W każdej dziedzinie jest jakaś powtarzana mantra, w niektórych co mędrzec to inna, pozostaje kestią wybrać jedną słuszną  dobrą dla siebie.


Ja jak to ja, gadam o sobie dużo i często, jak mi źle to gadam, jak mi dobrze to tym bardziej, jak jestem wesoła to całą sobą, jak przeżywam emocje to nawet mówić o tym nie muszę bo każdy gest jest nimi przeładowany. Odkąd zaczęłam mówić, pisać i wywalać z siebie co mnie smuci, cieszy i wkorfia to jest mi w życiu lepiej. Grono znajomych co prawda się wymieniło, część mówi cześć bo matka tak wychowała, że facet jednak pierwszy powinien 😄🤣 i w tym przypadku nawet jeśli zaprzestaną odzywać się w ogóle to żalu mieć nie będę. Pozyskałam za to nowych ludzi w okół siebie, oni od początku wiedzą, że ja albo mówię prawdę albo wcale, że czasem słodzę sama sobie, a czasem zawalam się krytyką i widząc co wyczyniam nie uważają mnie za złośliwą i że się dziwna zrobiłam. Nie, nie zrobiłam się dziwna, ja zaczęłam mówić swoje zdanie, wyrażać opinie nawet jeśli są niewygodne, opowiadam co mi leży na wątrobie, ja przestałam cicho siedzieć i jak dulska życie w czterech ścianach marynować. A, że gadają o mnie, to niech gadają, jak dzięki temu jest im lepiej, luźniej na wątrobie 😂 Zasadę po co mówić o sobie źle inni zrobią to lepiej, też łamię bo często opowiadam o tym co mi się ostatnio odjaniepwaliło głownie z powodu mojej chaotyczności i roztargnienia😁 Gorzej jak się z mojego powodu takiemu delikwentowi kortyzol wywala, cholesterol rośnie i ogólnie samopoczucie podupada, wtedy polecam jednak zaprzestać procederu, ewentualnie przyjść w odwiedziny i kawa na ławę jakiem mu życie uprzykrzyła swoimi dywagacjami na mój własny osobisty temat o życiu na ziemskim padole 😘



 


niedziela, 5 października 2025

Czytanie instrukcji nie boli, nie czytanie wręcz przeciwnie

Jako, że jestem nadaktywna, nadpobudliwa, nadniecierpliwa 😁 i pewnie jeszcze z 10 nad,  to w 99% sytuacji nie czytam instrukcji obsługi.  Bo zanim dobrnę do połowy czytania to zdążę wykonać czynności z końca, więc zazwyczaj nawet nie zaczynam. Podobnie mam z gotowaniem i pieczeniem z przepisu 😄


Ponieważ mam problemy z tkanką tłuszczową podskórą ostatnio postanowiłam zakupić bańkę chińską 4fizjo, taką jak na załączonym obrazku. Nie ważne, że mam tradycyjne bańki silikonowe, szczotkę z włosia jakiegośtam o cudownej właściwości,  tylko jestem za leniwa żeby tego używać, ale z tą bańką miało być inaczej 😂.
Przytargałam to ufo do domu i dawaj testować. To ma 3 poziomy mocy, jakieś światło i ciepełko też w kilku poziomach. Włączyłam, przyłożyłam do brzucha, łooooo panie, tak zassało, że ani w te ani wefte. Wyłączyłam odkleiłam z cudem. No nic, na brzuchu nie działa, skóra do 🍑 to nie działa pomyślałam.  Włączyłam przyłożyłam do udka, efekt podobny, wyłączyłam, oderwałam i tak jeszcze z 10 razy w różnych miejscach. Cała sina w kropki jak biedronka stwierdziłam, że muszę to odesłać bo za mocne dla mnie. 
Poleżało kilka dni, stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz, ale tym razem najpierw obejrzałam dokladnie ustrojstwo, wyjęłam ten cholerny papier. Oczywiście nie przeczytałam całości bo i po co, ograniczyłam się do sprawdzenia, który przycisk co robi 😆 Z taką wiedzą i tym razem z oliwką zabrałam się za masaż. Szło prawie idealnie tylko się nie odklejało. Więc tym razem skończyłam cała w sine kropki, ale wymasowana 🤣 Ponieważ do 3 razy sztuka,  tym razem doczytałam w jakiej kolejności przycisków używać więc na kolejny masaż jest dla mnie nadzieja 🤣.  W najgorszym wypadku ostatecznie przeczytam całość 🤣


wtorek, 30 września 2025

Nasi górą, nie wyszło, a to nie nasi



    Dawno mnie tutaj nie było, ale musiałam z grubsza żyćko ogarnąć, bo może na łeb mi nie spadło, ale kłody pod nogi rzucało równo. I jak mi było tak ciężko i źle i tak smutno i nerwowo i troche ciałko bolało, a później się pochorowało i teraz wraca do normy to oprócz obracania się wyłącznie wokół własnej idealnej osi  obserwowałam i analizowałam co się dzieje w naszej polszy, na lokalnym podwórku i w moim małym wewnętrznym świecie. 
Nie mam porównania cóże inne narody w tej kwestii w głowach mają, nie mam zamiaru tego sprawdzać i analizować bo w sumie nie interesuje mnie to, ale nasza wyjątkowość w temacie do którego płynę powoduje, że moje ręce razem z mikrym biustem opadają. 

A teraz do brzegu.                          
Nie wiem co ma w głowach i sercach spory % obywateli naszego kraju, że w nich tyle krytyki i pogardy dla drugieg człowieka. Nie mam tu na myśli jakiejś wygórowanej tematyki, takie ot zwyczajne sytuacjie np. akcje słowne naszych myślicieli po przegranym meczu siatkarzy z Włochami. Patrząc na całą imprezę fenomenalny turniej, wspaniałe mecze, emocje, radość, łzy, pot na plecach i odciski od zaciśniętych kciuków, to były niesamowite przeżycia i jedyne do czego mamy prawo to czuć wdzięczność za takich reprezentantów. A tu się odzywają mistrzowie świata z kanapy, oczywiście specjaliści w sportach wszelakich i krytyka się wylewa falami, obrażanie, komentarze które w ogóle nie powinny mieć miejsca bo chłopaki na nie nie zasłużyli w żadnym stopniu. I tak jest zawsze uuuuuuu ten to już skakał nie będzie, taaaa łeb wymalowany influenser, a nie siatkarz, ta to by się za gotowanie wzięła, a nie za sport. 
To tak patrząc z perspektywy ogółu, teraz przechodzę do szczegółu, bo ta krytyka spływa na nasze małe lokalne podwórka. Krytykujemy lokalne drużyny, lokalne organizacje, lokalną społeczność bo coś robią "bez sensu" bo nie ma efektów i sukcesów, ALE ROBIĄ. Wstań z kanapy, rusz 🍑 idź graj, śpiewaj, tańcz, gotuj, pisz, mów wiersze skoro jesteś tak wytrawnym retorem może coś sklecisz. Z lokalnego zespołu piłkarskiego niezadowoleni, z drużyny młodzików j.w., z orkiestry tym bardziej, zespół ludowy omg z czym oni, festyny, dożynki, zawody wszystko słabe, nie takie, nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom bo Stinga czy innego Skolima nie było, za jedzenie trzeba płacić, no i wiało. No i co najbardziej boli i w oczy kole jegomościa krytyka - że ciągle wszędzie widzi tych samych ludzi, no ten czy ta to już jest wszędzie, znów się pcha, znów parcie. Ale sam czy sama ruszyć odwłok, oooo panie co to to nie, gdzie tam ja albo jo bo toto różnie o sobie mówi 😃😄

Teraz wjeżdżam o mnie, tak znowu o mnie bo to jest moje miejsce i mogę sobie na to pozwolić, zawsze możesz zamknąć kartę w przeglądarce i zatrzasnąć klapę laptopa z hukiem, a niech poczuję ten ból w plecach😁
Wiele razy brałam i pewnie nie raz wezmę udział w różnych społecznych "akcjach", choć nie ukrywam coraz bardziej mi się nie chce, bo zawsze ale to zawsze jakaś menda się trafi, jedna co dziobem kłapie, a druga co donosi 😂
Czasem pomagam pisać wnioski na różne dofinansowania moim lokalnym seniorom, niestety od pewnego czasu bez efektu, jakoś guzik z tego wychodzi. Ilość krytyki jaka na mnie spadła, jest niewyobrażalna.  Teksty w stylu że jak się nie zam to mam się nie brać, że się pcham, a nie umiem, że wszystko na pokaz, parcie na szkło i tym podobne. Tylko, że ja się nie pcham, niestety nie ma drugiego takiego chętnego "barana", który społecznie poświęci swój czas, kto bez emocji na spokojnie weźmie na siebie ten zaszczyt. Ja chętnie oddam tę fuchę, podzielę się w 100% złotą aureolą wygranej i bycia na świeczniku. Bo ogrom emocji, a głównie stresu jaki mnie to pisanie kosztuje za każdym razem odpłacam zdrowiem.
Sytuacja z bieżącego roku. Samorządowy turniej siatkarski (czy jakoś tak). Bogato będzie powiedziane, że ja tam grałam. Wziełam udział bo warunkiem było, że w drużynie musi być jedna kobieta na boisku. Nie potrafię grać w siatkówkę, boję się gier zespołowych, boję się kontaktu z innym zawodnikiem czy z piłką bo jestem świadoma czym to grozi, ale zgodziłam się zagrać żeby w ogóle powstała drużyna. W drużynie początkowo były 4 dziewczyny, na sam mecz zostały nas 2, bo koleżanki uległy kontuzji na treningach. Na meczu zamieniałyśmy się w setach żeby na koniec wyjść cało, a i tak bez kontuzji się nie obyło😏Jak na najmniej liczną drużynę osiągneliśmy 3 miejsce, czyli rewelacyjny sukces. A po sukcesie, że na boisku się tylko przesówałyśmy, że tylko przeszkadzałyśmy chłopakom, że robiłam więcej zamieszania w internecie niż grałam. Mam świadomość, że wygrana to nie moja zasługa, setki razy to mówiłam. Powtarzam, że mnie tam w ogóle być nie powinno bo się do tego nie nadaję, ale tak jak powyżej z braku laku dobra i ona. I jakbym słabo nie grała to na krytykę nie zasłużyłam. 
Bieg wiosny znów ona, ta to wszędzie się pcha. Bieg jest otwarty, każdy może brać udział, każdy ma szanse, wystarczy chęć i trochę zaangażowania.
Bieg kobiet ona, oczywiście znowu ta, oczywiście na pokaz. I te zdjęcia po co te zdjęcia. A po to, że chcę, że lubię i że mam prawo. Rusz się, pobiegaj zrób zdjęcie i wrzuć na fb albo nie wrzucaj jak nie chcesz, ale nie zazdrość, nie krytykuj, nie wyrzucaj z siebie jadu. 
Ja jestem tylko małym pionkiem, pyłkiem w machinie społeczeństwa. Mój ryneczek i poletko działania jest skromne, więc i przeciwników mam niewielu. I całe szczęście, bo z jednej strony mam w nosie co kto gada o mnie, zwłaszcza, gdy są to wymyślone stwierdzenia, które złośliwcowi ślina z twarzy wytoczyła i tak naprawdę maglując temat mojej NIEskromnej osobistości sam sobie tworzy problem i stres. Z drugiej strony jak się tego nazbiera to czasem podcina mi skrzydła i przysiadam w kąciku na chwilę. Na szczęscie bardzo krótką. 
Wracając do ogółu, przestań krytykować, przestań wymagać cudów, przestań podnosić poprzeczkę innym jeżeli sam niczego nie robisz. Jeżeli siedzisz w fotelu, a krytyka to główna aktywność, którą uprawiasz to rób to we własnym jedynym w swoim rodzaju gronie, reszta świata nie musi wiedzieć, że jesteś mistrzem w tej dziedzinie. 

niedziela, 17 sierpnia 2025

cudze chwalicie...

  

 
W ramach tegorocznego urlopu miałam przyjemność przebywać w greckim rejonie Epir -  jest to górzysta kraina położona w północno-zachodniej części Grecji. Zwiedzaliśmy Prevezę, Paleros, Nikopolis oraz wyspy Lefkada i Koronisia. Wyjazd jak większość wyjazdów bardzo udany, pozwiedzane, wypoczęte, rozleniwione i objedzone po korek towarzystwo wróciło do Polandii, więc można zabrać się za podsumowanie i analizę podróży.
Nie mam do końca pomysłu jak ugryźć ten temat żeby przekazać to co mam do przekaznia, bo nie chcę żeby wpis został odebrany jako pesymistyczny i negatywny.
    Grecja jako kraj, nowe miejsce przynajmniej w tej częsci którą udało mi się zobaczyć jest wyjątkowa, połączenie gór i morza na jednym małym skrawku terytorium robi niesamowite ważenie. Przepiękna niebieska woda, dzikie piaszczyste plaże, klifowe wybrzeże z jednej strony i urokliwe wioski usytuowane na zboczach gór z drugiej strony drogi, robią niesamowite wrażenie podczas malowniczych podróży samochodem, czy z perspektywy lotu ptaka. 
Domy z okiennicami i markizami chroniącymi przed słońcem, posadowione wśród skał i drzew oliwnych, a pomiędzy nimi wąziutkie uliczki, kawiarenki, sklapy i ich mieszkańcy w środku tej maleńkości.

Grecy przesympatyczni, uczynni, uśmiechnięci i głośni. Kochają biesiadować przy wybornym jedzeniu, akompaniamencie muzyki i aromatycznym anyżowym uzo. Ten charakterystyczny smak i aromat lokalnego trunku kojarzy mi się z dzieciństwem i białymi landrynkami, których w paczce było najmniej, a każdy sięgał po nie jako pierwsze. 
W Nikopolis pozostałości starożytnego miasta z teatrem, akweduktem i murami obronnymi.

Szkoda, że upał nie pozwolił na wdrapanie się w góry, ponad 40 stopni dało popalić podczas zwiedzania miasteczek i wysp, nawet nie wyobrażam sobie co by było podczas górskiej wyprawy. 
Woda w basenach kurortowych 
 jak zwykle niebieska, jedzenia przesadnie dużo, drinki ile i kiedy kto chce. No i koty, koty wszędzie,  leniwi sierściaci przyjaciele. Jest ich bardzo dużo, ale nie są uciążliwe. Ogólnie atmosfera typowo wakacyjna. Nadmienię, że akurat nasz hotel był wspaniałym miejscem dla introwertyków, cisza, spokój bez zgiełku i hałasu typowego dla kurortów. Dla zainteresowanych brakiem jakichkolwiek atrakcji organizowanych przez hotel polecam Thalassa w Paleros, dla mnie miejsce idealne 😁
Teraz od pozytywów przejdę lekuchno w bok 😉bo są momenty, że perspektywe z lotu ptaka, hotelowej plaży, basenu czy zza szyby samochodu trzeba zmianić na pieszoruchową i tataj pojawia się mały klops, bo oglądamy tą kolorową cudowność z dużego bliska. Wtedy zaczynamy dostrzegać szczegóły. Czasem jesteśmy w miejscach wizytówkach i wtedy wszystko ocieka przepychem i urokiem. Ale są momenty gdzie trafiamy do greckiej codzienności z dala od kurortów i turystycznych miejsc. Domy są zniszczone przez nadmorski i górski wiatr oraz słońce, które pali niemożebnie.  Pomiędzy starymi budynkami  z wyblakłą obdrapaną elewacją, podniszczonymi okiennicami i nadjedzonymi zębem czasu i klimatu markizami,  pojawiają się nowoczesne wille, które jeszcze bardziej ukazują, że kolebka kultury i cywilizacji w kolebce się ostała. Worki pełne śmieci wystawione przed domy oczekują na ich zbiórkę, a wokół nich często rozsypana zawartość. Do tego uciążliwe osy, których są całe roje.
Grecy przesiadują w tawernach i knajpkach gdzie na małych stoliczkach z ceratą sączą piwo czy kawę odpowiednią do pory dnia, ewentualnie kawę po grecku, którą można pić niezależnie od pory, a greczynki w kuchni, za ladą czy z tacą obsługują przybyłych "gości" i turystów. Ma to swój urok i klimat, ale znacznie odbiega od pocztówkowego obrazu Grecji.
Podsumowując cieszę się,  że trafiłam akurat do Paleros i w jego okolice, bo mogłam zobaczyć ten kraj z dwóch skrajnych stron. Tutaj łączy się starożytność z teraźniejszością.
Czy jestem zadowolona z wyjazdu? jestem i to bardzo. Żyję nadzieją, że będzie mi dane tam wrócić i zwiedzić kolejny region. Niemniej jednak uważam,  że żyjemy w kraju pięknym i to nam Grecy mają czego zazdrościć. Bo Grecję warto zobaczyć,  posmakować, posłuchać, ale życie tam przynajmniej dla mnie byłoby udręką. 
Na zakończenie życzę sobie możliwości kolejnej podróży i może trochę greckiego Siga-siga, co znaczy tyle co powoli, spokojnie, bez pośpiechu, bo póki co więcej czasu zajmuje mi sprzątanie tarasu niż korzystanie z niego 😂








środa, 6 sierpnia 2025

taki niebrzydki





Od jakiegoś czasu wrzucam na czy w media społecznościowe sporo swoich zdjęć.  W większości zdjęcia "z szafy" lub selfi. Z czasem miło będzie zobaczyć jak mnie starość pochłaniała. Miło albo niemiło 💁 
Zdjęcia są różne, przed pracą, tuż po, przed "wyjściem gdzieś", wtedy mam bogato nazwany makijaż, w miarę ułożone włosy,  ubrania we wzglednym ładzie i dopasowaniu.  Innym razem na zdjęciach jestem bez makijażu, włosy często żyją swoim życiem lub ewentualnie są okiełznane spinką czy gumką. Czasem tuż po przebudzeniu, gdzie wygladam jak z krzyża zdjęta. Strój najczęściej sportowy - domowy. Często pokazuję się zmęczona i ściorana po treningu lub w ogrodzie muśnięta przez wiatr. 
I teraz do czego zmierzam. Jak wrzucam zdjęcia gdzie jestem porobiona na prawie bóstwo, to wlatują ochy, achy, serduszka, a jak wrzucam te naturalne, zwyczajne, codzienne, bez uśmiechu takie z żyćka to czasem wpadnie jakieś serduszko czy palec, ale głównie posucha. 
I teraz dla jasności nie moim zamiarem jest żebrać o całuski, cukierki ciasteczka, bo jestem tak zakompleksiona, że nawet pierdyliard lajków mi nie pomoże 😁 Zmierzam do tego, że jakby sąsiad wrzucił zdjęcie jak kury karmi to by przeszło bez echa, ale jakby w tle stało nowe auto, to by nas wkurzył i ze 2 wieczory byłoby o czym gadać, ale lajki za nowe i ładne by zebrał. 
Narzekamy, że aktorki, celebrytki modelki są zrobione zabiegami medycyny estetycznej, że mają wyretuszowane zdjęcia, że są coraz młodsze,  a Ibisz niedługo wiekiem zrówna się z synem (nie wiem czy ma syna, wymyśliłam). Tylko problem w tym, że my chcemy oglądać tę sztuczność, że nam się to podoba. Piękni ludzie,  bogate wnętrza, ogrody pod linijkę gdzie równiutko rosną trawy i limonkowe hortensje, a w ratanowych fotelach zasiada cud nie kobieta.  
Niestety zamiast zmieniać coś u siebie, próbować żyć lepiej, inaczej, po swojemu, aranżować życie na wzór jeśli nam on odpowiada, zaczynamy je retuszować  tak żeby podobać się innym, a zwyczajność ukrywamy skrzętnie jakby jej nie było. Zdjęcia po fryzjerze, kosmetyczce, z nowym tym czy tamtym, a takie codzienne chowamy w niepamięć bo pewnie nikomu się nie spodoba.

Na koniec pragnę jedynie postawić 
Morał 1
Brzydcy mają gorzej.
Morał 2
Ładne się sprzedaje.
Morał 3
Świat jest zepsuty. 
Morał 4
Lubimy udawać.
Morał 5
Byle lepiej niż u sąsiada. 




wtorek, 29 lipca 2025

Bajka z morałem "Jak Ewelina herbatę kupowała"

 

    Historia jest tak durna, że nawet nie wiem jak i od czego zacząć. Niestety żeby oddać sens głupoty jeśli w ogóle mi się uda, bo możliwe, że tylko mnie to bawi muszę zdać trochę mało ciekawych informacji.

Do brzegu 😁

Otóż tak, jako nastało na prawdziwego ADHDowca co jakiś czas dopada mnie tzw. kompulsywny zakupoholizm, czytaj dopada mnie co miesiąc po paydayu 😄i tak też było tym razem. Siadłam w weekend i kupiłam co nieco i teraz to co nieco przychodzi. Kupiłam książki bo tego nigdy za wiele, więc kupiłam oprócz tych wymienionych jeszcze więcej książek, jakieś poduszki na krzesła ogrodowe, nowe taśmy czy bandy do ćwiczeń bo stare mi się wybrakowały i strzelają jedna za drugą. 
I teraz znów troszkę do brzegu. Mój nieprzeciętnie urokliwy organizm działa sobie w swoim własnym niekonrolowanym rytmie i co jakiś czas puchnę. Po przestudiowaniu pierdyliarda artykółów i publikacji, obserwowaniu siebie i swoich dolegliwości zaczęłam stosować różne metody, między innymi różne zioła. I w miarę mi to pomaga, szału nie ma, ale od tragedii też już jestem daleko. No i jednym z dokonanych zakupów były zioła właśnie. Strzeliłam sobie miksy herbatek na nadmiar wody w organizmie, jakieś cuda na odporność, mniszki lekarskie i inne. Żeby zejść z opłaty za przesyłkę dorzuciłam jakiś olej i jeszcze więcej ziół.
Dzisiaj pracowałam na szychcie 13h, to zleciłam odbiór paczki mężowi mła. Wracam do domu, paczka odpakowana, jako że były to poduszki na krzesła to już elegancko, aż jedna z sześciu została zamontowana, reszta się uprawomacniała w kartonie w garażu. Obejrzałam, posiedziałam, bajer poduszka, zapomniałam. Po jakimś czasie Z mówi, że druga paczka też jest w garażu. Zachadzam, patrzam, myślam, czytam, jeszcze raz myślam WTF paczka z flosa, czyli zioła, no to czego ona taka wielka. Otwieram, zaglądam, niedowierzam, jeszcze raz zaglądam. I teraz uwaga Ewelina mistrz geniusz, Janusz biznesu, kupiła 1 kg, powtarzam słownie jeden kilogram suszonej pokrzywy w jednym wielkim białym worku, to jest mniej więcej ilościowo taka mniejsza taczka. Aż usiadłam jak to do mnie dotarło i rżałam ze śmiechu dobrych kilka minut. Nadmienie, że tego typu zakup już raz przerabiałam, ale wtedy zakupiłam 1kg ekspandowanego amarantusa. Jadłam to jakieś 3 lata i jak pomyślę o owsiance z amarantusem to mnie mdli 😂
Także jak wstaniesz w środku nocy, w święto państwowe, czy niedzielę niehandlową i stwierdzisz mam ochotę na pokrzywę, ale słabo bo akurat nie mam, to zapraszam, wpadaj mam 10 litrowych słoików tego cuda, możesz pić napar, jeść w formie papki, a nawet maseczkę sobie zrobić. 
Się tak jeszcze zastanawiam, flos przecież tylko 4 km ode mnie (tak, wiem podwójny Janusz 😂😂), może odkupią po dobrej cenie pokrzywkę BIO w maju zbierana 😃😃😃.
Morał: na brak mózgu nawet zioła nie pomogą 😀


wtorek, 24 czerwca 2025

Zmęczenie poziom wysoki

 




19 czerwca ubiegłego roku  przeszlam operację usunięcia nowotworu. Szczęściem jest to, że był łagodny, nieszczęściem, że lubi się odnawiać. Aktualnie jestem przed badaniami kontrolnymi. Staram się o tym nie myśleć, bo przecież co ma być to będzie, ale jak już otworzę akurat to pudełeczko w głowie to zaczynam wpadać w panikę. 

Jestem zmęczona czekaniem, zmęczona stresem który sama sobie serwuję, zmęczona domem i obowiązkami z nim związanymi, a dodatkowo i to jest najgorsze, jestem zmęczona pracą. 

Trudno mój obecny stan nazwać wypaleniem zawodowym bo w zasadzie nie mam pojęcia na czym polega wypalenie, ale na pewno jest to ogólny niechcemisizm, czyli może jakiś wstęp do wypalenia 😂 Może pora poszukać czegoś nowego i zatrudnić się przy pielęgnacji skwerów kwietnych 😁takie coś by mi pasowało, gorzej w zimie bo wtedy pewnie jednak lepiej realizować się w tzw. papierach. 
Z drugiej strony mam domowe skwery kwietne i ogarniam je wzrokiem bo niechcemisizm sprawia, że ręki badylkiem nie skalam. Efekt tego jest taki, że roślinność mam gęstą i bujną, a paznokcie zadbane 😆 Albo mogłabym być kurierem rowerowym, ale jak nie pada i jak bym mogła, bo jak już bym musiała, a do tego jak pada to już niechcemisizm wchodzi na szerokiego przestwór oceanu. OOOOO jeszcze książki mogę recenzować, to bym chętnie, ale najlepiej wybrane 😁i nie romanse i horrory to też nie bo wyobraźnia mi na to nie pozwala, a w zasadzie pozwala sobie na bogato 😂. 

A poważnie w braku powagi, to czekam na najbliższy urlop jak na zmiłowanie. Chcę wyjechać choć na kilka dni i oderwać się od codzienności, od mojego domowego spokoju, od przyziemnych problemów. Potrzebuję nowego powietrza, nowego nieba, nowej przestrzeni, nowej ciszy. Jednocześnie czekam na jakieś wyzwanie, adrenalinę, bodźce które dają mi power i odwagę do działania na najbliższy czas. Liczę, że niechcemisizm odparuje z moich szarych komórek i wrócę na swoje zwykłe zakręcone tory codzienności.

Mam nadzieję, że po zbliżającym się dłuższym weekendzie mój nos z poziomu kolan wróci na swój standardowy poziom, czyli jakieś 135 cm od poziomu gruntu 😁 bo póki co jest ryzyko, że sobie go przydepnę.  


środa, 18 czerwca 2025

cisza, czy jednak brak ciszy, jedno woleć

 

Moja cisza jest jeziorem zanurzę się w nim
W ciszy ustępuje ciężar oskarżeń i win
Moja cisza mnie otula dobrze mnie zna
Moja cisza pokazuje gdzie zaczynam się ja
Cisza nie jest samotnością lecz przestrzenią do zmian

Fragment: Moja Cisza
GGDuo ‧ 2020


lubię ciszę, 
lubię być sama, 
lubię gwar,
lubię ludzi,
cisza mnie uspokaja, cisza mnie męczy,
gwar mnie męczy, gwar mnie wycisza,
    
    Jestem typem człowieka, który z jednej strony potrzebuje ludzi, adrenaliny, ciągłego działania, odrobimy szaleństwa i braku organizacji. Z drugiej strony, powyższe wywołuje we mnie taki poziom bdźców i dopaminy, że za chwilę potrzebuję ciszy i samotności. 
Jak już jest cicho i jestem sama i nic się nie dzieje to pojawia się z tym problem, no bo jest nuda, a co za tym idzie zaczynam wymyślać sobie atrakcje i zajęcia wszelakie. 
Ciągle coś robię, organizuję sobie niezliczoną ilość zajęć i aktywności, śpię po 5-6h i ten kołowrotek się kręci jak oszalały, aż padam zmęczona, szukam ciszy i samotności. Najlepiej żeby nikt nic do mnie nie mówił,  o nic nie pytał,  niczego ode mnie nie potrzebował.
Takie momenty nicnierobienia, niechcemisię, nie mów do mnie teraz, mam co prawda bardzo rzadko, a w zasadzie miewam, ale jednak czasem są mi potrzebne żeby naładować bateryjki. I jak już odizoluję się od zgiełku, od ludzi od nadmiaru bodźców, zaczynam analizować swoje JA. Wpatruję się w swoje odczucia, emocje, obserwuję to co mnie otacza i analizuję jak na mnie wpływa. W takiej ciszy doszukuję się nowych dźwięków, zapachów i smaków. I tak jak mówi tekst piosenki "Moja cisza pokazuje gdzie zaczynam się ja, cisza nie jest samotnością lecz przestrzenią do zmian". W ciszy można przemyśleć i zrozumieć nasze reakcje, na sytuacje które nas spotkały. Można nazwać emocje i uczucia, które się w nas zrodziły.  Można zauważyć różnorodność naszych zachowań w powtarzających się zdarzeniach. 
Czasem się zestanawiam jakim jestem typem człowieka. Jestem odbierana jako osoba otwarta, ekstrawertyczna. Niestety, albo stety 😄 ta moja otwartość i expresja tak mnie męczy,  że czasem potrzebuje leżeć, patrzeć w niebo i oddawać emocje naturze. A jeśli dodatkowo w różnych sytuacjach odległość między mną,  a ludzkimi współistnieniami, czyli moja strefa komfortu jest mniejsza niż 50 cm, to najlepiej jeszcze kilka drzew przytulić na deser i zalać się ich chłodem i majestatem, a później można wracać do kołowrotka wrażeń wszelakich.