Historia z materacykiem miała miejsce kilka tygodni temu. Wszystko zaczęło się od rwy kulszowej, która wykluczyła mnie z aktywności ruchowej na kilkanaście dni. Ogrom lekarstw i fizjoterapia postawiły mnie na nogi. I teraz materacyk... 😁
Któregoś dnia wieczorem poczułam, że przestało boleć, no to jak nie boli to trzeba coś porobić bo wyleżane to już miałam. Odkurzyłam dom, wymieniłam pościel i stojąc przy łóżku dotarło do mnie, że materac który mam powinno się obracać co pół roku. Po siedmiu latach, pół roku już dawno minęło. Ja piernicze trzeba go odwrócić i to natychmiast. Zawołałam męża do pomocy, ale nie przyszedł, zawołałam drugi raz, to samo, no to wiadomo do trzech razy sztuka to nie do mnie, ale to nie domnie tak. Wzięłam się za robotę. Nie pomyślałam, że on ma rozmiar 180x200x30, że ledwo go we dwójkę wtargaliśmy na piętro, że stelaż nie jest w stanie utrzymać go w górze jak coś wyjmuję z łóżka. Materac ciężki nie jest, przecież to materac 😂.
Podniosłam dziada do pionu, a ten jak nie zacznie się chwiać i przewracać. Najpierw przewracał się na mnie, więc go przepchłam na drugą stronę, ale, że tam jest parapet z kaktusami to szybko wskoczyłam na łóżko z drugiej strony. Niestety poległam. Nastał moment jak w Rzepce u Brzechwy. Tak się zawzięłam, tak się nadełam, nie wytrzymałam i pierd... Materac na Eweline, Ewelina na stelaż, stelaż na podłogę - poczułam, że żyję od małego palca stopy po czubek głowy. Zeszłam na dół taka przemateracowana i obrażona bo wszystko mysze sama, a mąż zdjął słuchawki z głowy i powiedział "mogłaś mnie zawołać" 🤣
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz