poniedziałek, 31 marca 2025

Pozytywne wibracje przyjmuję w każdej ilości

    Miniony weekend był pełen wibracji pozytywnej energii. Dawno nie miałam w sobie i wokół siebie takiej ilości dobrych myśli i emocji. 

    W sobotę byłam na koncercie muzyki filmowej i epickiej z wizualną podróżą po świecie - Visual Concert. Jadąc do Atlas Arena cieszyłam się samym faktem spędzenia czasu z rodziną i wspólnego udziału w czymś dla mnie nowym. Odnośnie samego koncertu raczej się stresowałam czy miejsca dobre wybrałam, czy będzie coś widać, czy się wszystkim będzie podobało, czy moja nastolatka się nie zanudzi. Pierwszy raz miałam przyjemność słuchać i oglądać występ ponad 80-osobowej orkiestry symfonicznej. Jak się okazało było to dla mnie niesamowite uczucie. Przepiękna muzyka instrumentalna z oprawą wokalną, a do tego filmowe obrazy ukazujące nasz wspaniały świat, zwierzęta, zabytki i ludzi. Moje emocje trudne do opanowania na codzień przy normalnym funkcjonowaniu, na koncercie dostały do wiwatu. Dałam radę się popłakać i śmiać jednocześnie z zachwytu i wzruszenia. Przepiękne wydarzenie, niesamowite wrażenia, uczta dla oka, dla ucha i dla mojej czarnej duszy. Podczas jednego z utworów ukazany został film obrazujący żywioły natury, ale również plemiona i kraje afrykańskie i ten obraz był dla mnie druzgocący, moje emocje zawrzały bo dało się odczuć jak bardzo nie doceniamy tego co jest nam dane. Traktujemy świat i naturę jak swoją własność jak by ona była częścią nas, a nie my jej częścią.
Jeśli ktoś się zastanawia czy tego typu wydarzenie jest dla niego, uważam, że zdecydowanie każdy choć raz w życiu powinien się narazić i poddać tego typu emocjom, a nuż się zakocha i zmieni ogląd na tego typu sztukę 😊 Ja jestem zachwycona, czuję niesamowitą radość w sercu, że mogłam to zobaczyć, posłuchać i przeżyć. Chce tego więcej. Polecam 💕

    W niedzielę natomiast brałam udział, również pierwszy raz w życiu w warsztatach holistycznych. Medytacja i joga nie są dla mnie obce, ale dotychczas oddawałam się tego typu praktyce w domowym zaciszu. Mimo, że jestem bardzo energiczna i otwarta na ludzi, wszędzie mnie pełno, to kontakt z obcymi ludźmi na poziomie emocji jest dla mnie trudny. Lubię obserwować innych, ale jak wiem, że ktoś obserwuje mnie to się spinam i czuje paraliż całej siebie. Na warsztatach "narażona" na emocje innych osób i "zmuszona" okazać swoje weszłam w obcy dla mnie świat. Było to niesamowite uczucie za co jestem wdzięczna przede wszystkim sobie bo wreszcie odważyłam się wyjść z mojej strefy komfortu. Ilość emocji i bodźców, które ujawniły się we mnie jest zadziwiająca. Już się nie mogę doczekać kolejnej tego typu możliwości. Zżera mnie ciekawość co siedzi we mnie, jakie będą kolejne reakcje, czy mój paraliż w kontakcie z ludźmi w końcu odpuści, czy do tego trzeba się przyzwyczaić, czy jednak od tego się uwalnia. Czy to potrzeba kontroli wszystkiego powoduje moje wewnętrzne zamknięcie. Niesamowite warsztaty, niesamowita energia, wspaniali ludzie, każdy inny, każdy piękny na swój sposób, każdy zadziwiający w swojej osobowości i zapewne życiowej historii. Tutaj mogłabym pisać i pisać, ale w obawie, że będę niezrozumiana i uznana za wariata lub lepiej jakąś wiedźmę (byłoby cudownie 😁) może zakończę z tą euforią i emocjonalnym podniecaniem 😂

I to były emocje pozytywne, ale były też emocje pozytywne tyle, że deczko inaczej 😁🤣😁Tutaj otwiera się temat serwis roweru przed nadchodzącym sezonem. Łojaciepiernicze co to jest za robota. Można powiedzieć, że nawet palcem za bardzo nie kiwałam bo pojęcia o tym nie mam, ale opcja pomocnik: podaj, przynieś, wynieś, nie po oczach tą latarką kuuufffaaaa, pozamiataj jest męcząca. A poważnie, bo rzeczywiście ja nawet za bardzo nie przynieś...  na szczęście mój osobniczy mąż się tym serwisem zajmuje i większość ogarnia sam bez mojej pomocy i jakiegokolwiek udziału. Wydaje mi się nawet, że jakby mój udział go delikatnie rzecz ujmując irytuje, bo zanim coś zrobię to zadam milion pytań po co, dlaczego i jak mam to trzymać i czy muszę bo ja to bym wolała... (aktualnie mam wrażenie że każda część jest osobno, byle na koniec nic nie zostało 🤣) Jedyna rzecz w której pomogłam i tutaj musze powiedzieć, że wkład własny był ogromny - to  trzymałam oponę przy zakładaniu jej na obręcz i to 2 razy i poświęciłam przy tym procederze 4 paznokcie (słownie: cztery pa zno kcie), ułamane w piśdziec, mam paznokcie jak mechanik, tzn. prawie ich nie mam tragedia. Także jeszcze kilka dni i albo ruszę na rower i dalej będziemy małżeństwem, albo nie ruszę na rower bo będę leżała zakopana w lesie, albo ruszę na rower ale jako wdowa, albo jako wdowa na rower nie ruszę bo jednak coś z tych części zostanie 😂😂😂

Także weekend, weekend po weekendzie i byle do weekendu 😂😒



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz