piątek, 25 kwietnia 2025

Poległam w najgorszym momencie

 
Walczyłam dzielnie cały sezon grypowy i poległam w słabym momencie.

Chyba nikt nie lubi być chorym. Dla mnie jest to sytuacja beznadziejna, dosłownie czarna rozpacz. Nienawidzę być bezużyteczna, taka do niczego i feee. Siedznie na tyłku pod kocyczkiem z herbatką nie działa na mnie kojąco, doprowadza mnie do szewskiej pasji, a już leżenie w pieżynach i jakieś poty to łajaciepiernicze dejta strzelbe. Inną jest sytuacja kiedy jest to mój wybór, świadoma decyzja na lenistwo, ale z przymusu bo organizm tak zdecydował to oooo nieeee, tak to nie do mnie. I tak jest też tym razem, że leże jak placek, jak ta rozjechana sucha żaba na asfalcie, co nie dość że sama nic nie może to nawet nikt jej sprzątnąć i zakopać nie chce. Nie to żebym sugerowała, że ze mną szpadel, dołek i do lasu, co to to absolutnie nieeee, ja nie w tym kierunku. Chodzi mje o to, że ani się do czegoś zaangażować, ani nic bo nie mam siły, energii, entuzjazmu i nawet dobrej woli jakiejkolwiek, do tego jestem zła że jestem chora. No worek kobiecych wad w jednej osobie i to w jednym momencie.
Z nudów w wyrku już mnie cholera brała więc dałam sobie szanse coś porobić i teraz mam zaczęte posprzątanie i wypranie 😂😂😂 niestety nie na tyle żeby było bliżej końca 😁 Mąż lekko poirytowany bo burcze i się czepiam i marudze i się czepiem i czepiam i ... A Nasti woli się nie pokazywać bo jest opcja dosprzątać i dowyprać więc woli się nie narażać na ten pomysł. Zdała ralecja co kto, komu i jej w szkole i zniknęła w czeluściach swojej nory.
Jedynie pies jest zachwycony moją formą spędzania czasu i towarzyszy mi wiernie cały dzień.
Byle do szybkiego końca tej choroby, jakikolwiek ma być bo zwariuje 😒 

niedziela, 20 kwietnia 2025

Pragnienia i potrzeby




To nad czym myślisz, że panujesz w rzeczywistości panuje nad tobą
jesteś na tym świecie aby dawać i służyć, a nie by posiadać dominować lub rządzić
życie to nie wyścig, to nie walka o tron, to podróż przez chwile, przez radości i ból
a każdy dzień to dla nas nowa szansa, by być lepszym człowiekiem by kochać bez końca

Naucz się rozróżniać pragnienia od potrzeb, bo pragniesz wielu rzeczy, których Ci nie trzeba
a brak ci wielu rzeczy, których nie pragniesz, 
to co myślisz, że posiadasz na tym świecie w rzeczywistości posiada ciebie

W chwilach zwątpienia gdy świat się wali, jesteśmy tutaj by innym pomagać
twoje życie nabierze sensu i wartości, gdy odnajdziesz radość w czynieniu dobra
w codziennym biegu, zgiełku życia, tak łatwo zapomnieć co prawdziwie cenne
bo to co naprawdę liczy się najbardziej, to miłość którą dajesz innym

https://www.youtube.com/watch?v=p8HpVx0Gbvw&list=OLAK5uy_nEX8tO5iObip1u06IGY64LSPe6CXnCsXs&index=1

Jakiś Szarbi to śpiewa, chyba mało znany chłopak, przez przypadek na niego trafiłam. Pioseneczka taka sobie, jakieś fujarki i pewnie technicznie poprawiony głos, ale jak zaczęłam słuchać tekstu to się zatrzymałam na moment. Konkretnie zatrzymał mnie refren

Naucz się rozróżniać pragnienia od potrzeb, bo pragniesz wielu rzeczy, których Ci nie trzeba
a brak ci wielu rzeczy, których nie pragniesz

AI mi podpowiada, że:
Pragnienia i potrzeby to dwa różne rodzaje ludzkich dążeń. Potrzeby to fundamentalne, biologiczne i psychologiczne wymagania niezbędne do życia i funkcjonowania, podczas gdy pragnienia są bardziej subiektywne i złożone, wykraczają poza podstawowe potrzeby, wpływają na jakość życia oraz satysfakcję z niego. Pragnienie czegoś to silne odczucie chęci doświadczania lub zrobienia czegoś. Może dotyczyć zarówno potrzeb fizjologicznych, jak i emocjonalnych. 

Jak zaczęłam się zastanawiać nad moimi pragnieniami i potrzebami, to to się rzeczywiście trochę rozjechało. Pragnienia mam typowo materialne, nowe tekstylia, sportowe rupiecie, jakiś wyjazd w fajne miejsce. Ale to wszystko jest mi niekoniecznie potrzebne, bardziej są to zachcianki, a że mogę sobie na nie pozwolić to realizuje przynajmniej jakiś % z nich.
A jaki % w tym procencie stanowią rzeczywiste potrzeby? Bez czego da się obyć? Co jest potrzebą, którą traktuję jak oczywistość, a powinna być pragnieniem? 
Najważniejsza potrzeba to chyba zdrowie, chcę być zdrowa, ale ta potrzeba jest tak oczywista, że nie jest ani pragnieniem, ani marzeniem, ani intencją, mam być zdrowa i już i póki nic mi nie jest to nawet specjalnie o nim nie myślę. 
Mam nie być głodna (czytaj lodówka ma być pełna) i zapełniam lodówkę i głodna nie chodzę i czasem jest to rozsądne, a czasem nie, ale pustkami nie świeci. I znów jedzenie to oczywista oczywistość. Nie pragnę go i nie marzę o nim, a to wynika z tego że mam do niego dostęp i nigdy mi go nie brakuje. 


Możemy mieć pragnienie przyjaźni, miłości, opieki nad kimś, ale czy te pragnienia są jednocześnie potrzebami? 
Bez realizacji przynajmniej części pragnień da się przeżyć, a bez realizacji potrzeb? pewnie w części też. 
Ale sobie temat wymyśliłam 😂
Mogę tylko stwierdzić, że postęp cywilizacji, dobrobyt i przepych powodują, że codzienne potrzeby stają się oczywiste, przestaję o nich myśleć, przestaję je analizować i doceniać ewentualnie ograniczać. Skupiam się na pragnieniach, które w ogromnej części są mi zbędne.  Chcę coś mieć i pragnę tego jakby od tego zależało  moje istnienie i wmawiam sobie argumenty, które potwierdzają słuszność tego pragnienia. Moje pragnienia często tak mnie fokusują, że zapominam o podstawowych potrzebach, realizuję je z takim zapałem, że wali mi się zdrowie, czy spokój wewnętrzny, którego i tak mi brakuje. Po analizie z tzw. grubsza stwierdzam, że moim największym pragnieniem powinno być:
- być zdrową
- odzyskać spokój wewnętrzny
- ukoić skołatane nerwy
- poczuć pewność
- doceniać tu i teraz
- żyć w tu i teraz

a nie kupić nowy kask szosowy, czy zrobić 100 km w Tatrach w 4 dni 😁

Jestem przekonana, że nawet jak to napisałam i przeczytam głośno to nadal pragnienia będą pragnieniami, a potrzeby potrzebami i zazębiać się będą tyko w marnej części. 
Temat muszę jednak przeanalizować bo stwierdzam, że stałam się materialistką 😁 źle mi z tym nie jest, tylko zastanawiam się czy jest to moja potrzeba? bo na bank nie jest to pragnienie 🤣
 

środa, 16 kwietnia 2025

My to byliśmy, a ci teraz to...






Kilka dni temu córka pokazała mi Instagram jakiejś dziewczynki.

- mamo patrz jak ona się fajnie ubiera też bym tak chciała
- to się ubieraj
- nie mogę bo mnie wyśmieją, będę dziwna, a nauczyciele jeszcze dołożą
- dlaczego będziesz dziwna? przecież to fajne ubrania
- ale u nas w szkole zwrócą mi uwagę, jak z niej wyjdę to będę taka jak chcę
tadadadadaaaaammmm

Pytanie czy jak skończy tę szkołę, a zacznie kolejną to bycie innym będzie ok, czy nadal będzie trzeba iść za tłumem. Czy się dostosuje, czy będzie miała siłę i odwagę wyrażania siebie. System w jakim dorasta młodzież usypia ich indywidualność, albo się dostosowują albo są "dziwni".  Wszyscy w podobnych ubraniach i byle brzuch nad pasek spodni nie wyglądał, a tych bransoletek po co ci tyle, a te włosy po wakacjach jeszcze pofarbowane, matka chyba na głowę upadła. Żart zrobiony 1 kwietnia przeradza się w chryję. 
My rodzice też niestety przykładamy do tego rękę. Ileż razy padło z naszych ust: tak się ubierasz?, to nie wypada, tak nie wyjdziesz, uczesz te włosy, przebierz te spodnie, tych butów nie dostaniesz. A to tylko wygląd i ubiór.  W domu ma być cicho bo chcemy odpocząć po całym dniu. Zwalniamy dzieciaki z prac domowych bo zrobimy to szybciej i lepiej, a później marudzimy, że wszystko sami, a oni tacy leniwi.
Niestety zabijanie kreatywności młodzieży przez nas dorosłych jest widoczne na każdym kroku. I do tego ciągła ich krytyka. Jak słyszę, jak nasza młodzież dojdzie do władzy to już po świecie, to mnie krew zalewa. Wszystkie tego typu komentarze działają na mnie jak wciśnięty spust. Niestety mało kto się zastanawia czy oni rzeczywiście mają taki luksus życia, tak lepiej od nas i są od nas tacy gorsi. Bo przecież my to chodząca mądrość i energia, ideały w czystej postaci. 
Jak zaczniemy ich obserwować to zauważymy, że dzisiejsza nasza młodzież jest wrażliwa, otwarta na świat, współczująca. Są mili, tolerancyjni. Od małego nie wolno im się bić i walczyć o swoje zabawki, bo trzeba się dzielić, później sobie wziąć, a teraz oddać, więc trudno im się zachować w sytuacji zagrożenia własnego ja. Ich problemy załatwiamy za nich robiąc pretensje w szkole, czy u sąsiadów. Porównując ich do nas piją i palą mniej, mniej imprezują, siedzą w domach, są spokojni zajęci sobą, nawet nie pyskują tyle co my. 
Są łagodni i często nie potrafią radzić sobie z emocjami, tylko czy to jest problem? Czy to znaczy, że są słabi? Że mamy od nich wymagać więcej, zostawiać ich samych sobie, żeby sobie radzili bo my w ich wieku to... A może pora dać im spokój, przestać ich krytykować i na nich narzekać. Może pora się nimi zaopiekować. Bo świat jest do 🍑. Przebodźcowany i nacechowany negatywnymi emocjami. Niestety  dzięki nam taki jest. Dzieciaki głownie chłoną, nie każdy z nich tworzy treści, ale większość z nich je odbiera. 
Nie oczekujmy, że będą doskonali. To tylko dzieci - nastolatki. Mają swoje telefony, Internety, nie potrafią skupić zbyt długo uwagi. Może "lubią" za dużo i za często. Tylko czy my byliśmy inni? Czasy były inne to i owszem, a my dostosowani do nich, ale czy byliśmy lepsi. 
Ich muzyka jest tragiczna, obraźliwa, bez wokalu i tekstu. Tylko czy my słuchamy tych tekstów. Czy krzyczmy ścisz to... i dodajemy czego oni teraz słuchają. I nawet nie staramy się odsłuchać współczesnej muzyki. Ona jest  podobna do siebie, bo technika daje takie możliwości, każdy śpiewać może i przy pomocy technologii nawet potrafi, ale sporo tekstów jest dobrych i warto ich posłuchać. Często to czego słucha nasze dziecko daje nam obraz tego jaki jest jego świat. My niestety tego nie widzimy bo przecież skoro dziecko jest nie takie to tym bardziej jego muzyka. Tylko jeśli jest nie takie, to jakie ma być? takie jak my?
Mówimy, że nastolatki nie mają motywacji i ambicji. A może oni zwyczajnie nie chcą być tacy jak my, z kredytami, wielkimi domami, które sprzątamy bo musi być czystko, a na święta to już w ogóle. I rodzina, rodzina najważniejsza, przyjąć trzeba ciotkę, kuzynkę, babkę, praciotkę, siostrę ciotki, brata ojca, a jak wyjdą z domu to nas szlag trafia że znów trzeba było idiotę tolerować. 
Może oni nie widzą sensu wyścigu szczurów, w który my wierzymy i praktykujemy, żeby mieć więcej, żeby mieć wszystko dla siebie i dla nich, a ze zmęczenia nie doceniamy tego co mamy i jeszcze wypominamy, że jakby nie my to byś...
Może dla nich coś innego jest ważniejsze niż chore ambicje.
Pokolenie naszych dzieci radzi sobie bardzo dobrze w tych chorych czasach i możemy się od nich wiele nauczyć w kwestii wzajemnej życzliwości. To my jesteśmy homofobami i innymi fobami, a jeśli wśród nich jest taka osoba to głównie dlatego, że przykład z domu bierze.
Może dla odmiany zacznijmy nastolatków doceniać. Oni są irytujący, głośni, często smutni, źli lub nie wiadomo o co im chodzi, ale jednocześnie są wyjątkowi. 
Możemy spytać naszych rodziców i dziadków, jacy my byliśmy. Idealni, otwarci na wszystko i wszystkich, ambitni i pracowici? Byliśmy identyczni jak współczesna młodzież. Jak nam kazali to pracowaliśmy, a jak nie to nie, nikt sam z siebie ziemniaków zbierać nie leciał.

    Raczej żaden nastolatek tutaj nie trafi, ale powiem, że ja ich uwielbiam, całą ich radość życia, ich problemy i sposób ich rozwiązywania, ich potrzeby, ich sposób myślenia, przyjaźnie, miłości i awantury. Jak walczą ze swoim młodym losem, z systemem który ich zawłaszcza i próbuje ukierunkować wg. norm tabelek i zasad. 
Dla mnie jesteście wspaniali i uważam, że niezależnie kim będziecie w przyszłości to będziecie lepsi niż my. Życzę Wam żeby nasze pokolenie nie wmówiło wam, że my byliśmy lepsi w waszym wieku. Nie byliśmy. Nikt nie był. Byliśmy inni bo czasy były inne. Mam nadzieję, że się nie zmienicie i nie będziecie tacy jak my, zapracowani, sfrustrowani, ciągle niezadowoleni.

    Natomiast jeśli chodzi o dwudziesto i trzydziestolatków już nie mogę słuchać jakimi są pracownikami. No nie są takimi jak my i całe szczęście. Już wystarczy stachanowców za psie pieniądze, których się kijem motywuje. My już ten dziwny epizod korposzczurów wzieliśmy na siebie i może już wystarczy 😂

    Piszę chaotycznie, ale im dłużej nad czymś siedzę i myślę i poprawiam tym mniej mi się podoba. Nie jestem specjalistą w dziedzinie pisania, grzebię sobie dla własnej przyjemności, dlatego wpisy są takie jakie są bo piszę je z emocjami i w momencie kiedy mi coś przychodzi do głowy. Mają pawo się nie podobać 😉




sobota, 12 kwietnia 2025

Ze śrubki strzał w kolano


    
        Śrubka,  śrubki i po śrubce...

    Gdzieś pisałam,  że jestem leniwa, ale pracowita 😆 i będzie trochę o tym.

    Podczas ogarniania chałupy z tak zwanego grubsza zawsze, ale to zawsze dokładnie odkurzam podłogę bo mam świra na jej punkcie. W piątek jadę sobie odkurzaczem przez podłogę salonu błyszczący przestwór oceanu i nagle przed oczami staje mi śrubka. Mała czarna śrubka na środku salonu. (Notmalnie klne jak szewc, ale tu nie wypada i chyba nawet nie można to wstaw sobie odpowiednie w miejsce kropek 😁) Myślę ja ... co to tutaj robi. Położyłam znajdźkę na sole i już miałam kończyć robotę, witałam się z gąską, ale myślę, ja piernicze będzie ta śrubka tu teraz leżała miesiąc i mnie wkurzała, bo Z nie będzie pewnie wiedział od czego to cudo jest, ale nie będzie kazał unicestwić dziada bo jednak od czegoś jest, ze starlinka nie odpadło. Wziełam śrubkę (i tataj lenistwo kontra pracowitość 😂😂😂) zamiast iść 4 m i wyrzucić śrubkę o kosza, Ewelinka walneła śrubkę na podłogę z myślą, że ją odkurzy. Pierwszy bieg, nie poszło, drugi bieg, nie poszło. Zdjęłąm mega giga turbo szczotkę co odkurzy wszystko bo widocznie śrubek nie wciąga. Myśle sobie, sama rura da radę, a w życiu śrubka jak leżała tak leży. Tutaj poziom mojej irytacji sięgał już górnej granicy, odpiełam rurkę został mi sam chyba to jest odkurzacz właśnie i w dupe, też nie wciąga. Zła jak jasna ... myślę sobie ten odkurzacz jest albo taki głupi, albo taki mądry, że głupiej śrubki nie wciąga. Wyłączyłam dziada, otworzyłam pojemnik na brud, wrzuciłam śrubkę, jak już wpadła to zauważyłam, że wpadłam ją nie do tej części co trzeba, więc po odpaleniu odkurzacza wywaliło śrubkę na podłogę. Ja ... nie wyobrażacie sobie na ile sposobów można odmienić słowo k..., odmieniłam na jakieś pińset. Ponownie otworzyłam pojemnik, wściekła jak osa zrobiłam to z taką energią, że połowa Spajkowskich skundlinów razem z kurzem wyleciała na podłogę. Śrubka do pojemnika odpowiedniego oczywiście już tym razem, rurka do odkurzacza, turbo megagiga szczotka do rurki i lece z tematem, odkurzyam syf, który uczyniłam i tak po około 5 minutach pozbyłam się śrubki. Po sprzątnięciu podłogi ogarnełam jeszcze garaż i jakieś pierdoły i byłam zmęczona jakbym z wykopków wróciła.

Dzisiaj wracamy z Z i Spajkowskim od weta i pytam czy mamy jakiś szybki klej bo mi się rurka od odkurzacza urwała:
Z - jak ci się urwała?
E - normalnie, jakoś tak się rusza chyba coś pękło
Z- jak pękło? przecież to jest nowa rurka
E - no nowa, ale może znowu pękła bo się rusza
Z - jak się rusza, to ty musisz mieć co miesiąc nową rurkę do odkurzacza?
E - oesuu przykleje szybkim klejem i troche wytrzyma póki niedopęknie do końca, jak dopęknie to kupie nową

Wracamy do domu Z ogląda rurke i mówi, tutaj nic nie pękło tylko śrubka wypadła. Nie widziałaś jej gdzieś?
Moja mina chyba była bezcena, oczywiście, że ją widziałam i nawet wiedziałam gdzie aktualnie jest 😂😂😂
Tabudadadadaaaaaaammmmm


poniedziałek, 7 kwietnia 2025

Sport to zdrowie, ale...

     

Sport to zdrowie, ale czasem niezdrowie
                                             😒


    W tym sezonie oprócz aktywności fizycznych dotychczasowych, postanowiłam wrócić do biegania. Trochę z psem po tzw. drogach dojazdowych do gruntów ornych, czyli tak jakby po szlaku w tatrach wysokich 😂🤣 i trochę po drogach z nawierzchnią asfaltową, ewentualnie wybrukowanych chodnikach. A skoro zaczynamy sezon i bieganie to oczywiście oprócz tego, że od poniedziałku 😁(Nigdy nie zaczynam od poniedziałku, bo nienawidzę tego dnia z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich myśli swoich) to w nowych butach. I tutaj właśnie pojawia się tzw. mexyk. Dzisiaj stwierdzam, że mogę pójść z marszu i zrobić doktorat z rodzajów butów i nawierzchni, ułożenia stopy w biegu, kontuzji kolan i stawu skokowego wywołanych złym obuwiem i pińset innych tematów i że chyba lepiej nie biegać, bo zanim ruszysz w teren to skończysz u psychiatry 😁 
Tydzień szukania idealnych butów - nie pykło, bo w żadnym które skradły moje serce nie było rozmiaru 😒 Przeszłam do etapu kupić dobre buty, to był kolejny tydzień - nie pykło bo w żadnym które skradły moje serce nie było rozmiaru 😒 Przeszłam do etapu kupić buty - udało się ale spędziłam nad tym cały weekend. Jestem zmęczona jakbym przebiegła maraton, analizę tematu prowadziłam w pozycji kanapowej w ułożeniu wszelakim w związku z czym moje plecy wymagają rehabilitacji, a nie biegania 🤣😂
Jednakże mamy sukces i to podwójny. Drodzy Państwo, tak się zawęziłam, że w końcu dotarłam do brzegu i doszłam do wniosku, że potrzebuję 2 par butów 😁w tzw. teren i drugie na asfalt. Nie byłoby to takie znów złe bo butów nigdy za wiele oprócz tego, że koszt z deczka bardziej daje po kieszeni, gdyby nie to, że biegam połowę trasy z psem "po polach", a później drugą po asfalcie. Więc teraz wychodząc z domu będę  zakładała trajlówki, przebiegnę 3,5 km bo tyle Spaykowski daje radę i wrócę do domu na pit stop przy ogrodzeniu, pies za furtkę, szybka zmiana obuwia, które na mnie czeka,  małe piciu i lecę drugie 3,5 km 😂😂😂 Spoczko, aż tak nie odleciałam 😁
    Do brzegu. Po dwóch tygodniach szukania obuwia, przekopaniu setek stron, przeczytaniu tysiąca artykułów i odwiedzeniu kilkudziesięciu sklepów internetowych, stwierdzam że świat oszalał, a z nim kiedyś ja oszaleje. Buty, drugie buty, pasek na telefon - kolejny cud techniki co na dekiel wali, oczywiście cały strój pod biegi, bo jak bez stroju to bez sensu - umrzesz jak w dresach pobiegniesz, tarcie powietrza o powierzchnię opór stwarza, a jak biegać to trzeba być mistrzem i osiągi, osiągi, osiągi, a w ogóle to do grupy na fb, Instagramie i gdzie ino tylko trzeba się zapisać. Podskoki, tak zdecydowanie podskoki ćwiczyć, wykroki, zakroki, wysokie unoszenie kolan i tak nawalić sobie do łba, żeby za 3 tygodnie buty schować do szafki. I ja nie mówię, żeby nie korzystać z dobrodziejstw współczesnej techniki nawet tej tekstylnej, bo korzystam i lubię fajne lumpy, ale jak wchodzę na sklep i widzę legginsy - kategorie do: biegania, fitness, crossfit, gym, yoga, bezszwowe, kompresyjne, bezuciskowe, modelujące 😮😮😮 to mój mózg zmienia się w papkę, a jestem dopiero na getrach, co z resztą strach pomyśleć 😒 To samo się tyczy każdego innego sportu.
Współczesność, rozwój, postęp są wspaniałe, ale bardzo męczące 😊
O moim uzależnieniu od zegarka będzie inny wpis 🤣🤣🤣

sobota, 5 kwietnia 2025

Rób swoje i nie oglądaj się na ludzi

 














Wpis nie jest krytyczny, jest żaden, ot moje pisanie, nie bierz do siebie, a jeśli już zauważysz podobnieństwo to się nie obrażaj bo nie ma takiej potrzeby 😉

    Jeżeli jesteś społecznikiem, osobą która lubi działać, pomagać innym, brać udział w różnych projektach i przedsięwzięciach, pamiętaj że w tej robocie istnieje najważniejsza i bardzo prosta zasada - rób swoje i nie oglądaj się na ludzi, wszystkim nigdy nie dogodzisz 🙂 Tylko pamięć o tym może Cię uratować 😁
Ważne żeby cieszyć się i bawić tym co się robi. Nie warto podejmować działań oczekując oklasków, blasku fleszy i medalu zasłużonych. Bo na koniec okazuje się, że ze zmęczenia i rozczarowania ludźmi, bo nie przyszli, nie klaskali lub negatywnie komentowali pierś opada, medal na takiej wygląda do 🍑a flesz tylko podkreśla podkrążone oczy 😉
Podejmuj wyzwania, realizuj projekty i ciesz się tym co robisz. Bądź z siebie dumny, bo mało jest ludzi działających społecznie.
Grasz w orkiestrze, śpiewasz w zespole, prowadzisz koło teatralne, muzyczne, warsztaty malarskie, czy inne stowarzyszenia ciesz się tym, baw się tym zajęciem, czerp każdą chwilę bo to jest twój poświęcony czas.
Najważniejsze jest to, żebyś to wszystko robił z myślą o sobie i dla siebie, dla zabicia nudy, dla samorozwoju, kontaktu z współuczestnikami i wszystko czego oczekujesz byle to wychodziło od ciebie i było nakierowane na ciebie.
Jeżeli idziesz na zajęcia, podejmujesz wyzwanie, projekt czy inne przedsięwzięcie z myślą, że robisz to dla ludzi bo będzie koncert, wystawa, prelekcja czy inne fajerwerki to jest ryzyko, że się rozczarujesz. Najpierw włożysz w to ogrom pracy, nadziei i emocji, a później okaże się, że trafi się ktoś kto skrytykuje, albo liczyłeś, że przyjdzie ten czy tamten, a tak się nie stało. I szlag Cię trafia i przechodzisz w tryb niechcesię i już więcej nigdy nic i co za ludzie niewdzięczni...
Problem nas społeczników jest taki, że nastwiamy się, że wszyscy się rzucą na nasze genialne pomysły, a tak nie jest. Nie możemy oczekiwać, że ludzie zostawią swoje plany, wygodne kanapy, internety, strefy komfortu i przyjdą oglądać nasze wydarzenie. Ani oni nie mają obowiązu w tym uczestniczyć, ani my prawa oczekiwać tego od nich, a już na pewno nie mamy prawa nikogo rozliczać.
Często żyjemy wspomnieniami, tradycją cykliczności przedsięwzięcia, a nie myślimy o tym, że czasy się zmieniają, społeczeństwo się zmienia, coś innego nas bawi i cieszy niż 5-10 lat temu. Że ta najgorsza młodzież co jest do niczego, co jak dojdzie do władzy to świata nie będzie, ruszy szturmem w nasz pomysł. Nie ruszy i nie oczekujmy tego od nich. Zróbmy coś dla nich ale z nimi, z ich pomysłem z ich realizacją wtedy przyjdą i będą dumni, że brali udział, że się zaangażowali, że wyszło, że było super 😉😎
No i chyba trzecia strona tego medalu, bo to taki fajny medal jest 😉 Jeżeli jesteś uczestnikiem wydarzeń, obserwatorem z woli własnej lub przypadkowej to prośba jest taka, zanim zaczniech krytykować zastanów się czy sam kiedykolwiek cokolwiek zrobiłeś dla innych, włożyłeś jakąkolwiek robotę, emocję, ruszyłeś komórkę mózgową żeby dać coś innemu obywatelowi. Zastanów się ile pracy i energii ktoś włożył żebyś ty mógł się znaleźć w danym miejscu. Jeżeli uznasz, że masz prawo do krytyki to najlepiej ją przełknij i wróć do salonu na kanapę.

    Teraz o mnie bo to jednak jest mój blog i jak się już uzewnętrzniać to po całości 😁
    Lubię brać udział w różnych wydarzeniach - niekoniecznie śpiewać, a już w ogóle tańczyć 😂😂😂 ale jeśli chodzi o samą organizację to pasuje mnie to. Warunkiem jest, że to nie może być polityczne coś. Jeszcze do niedawna szlag mnie trafiał jeżeli ja się narobiłam jak łoś, a ktoś krytykował, brałam to do siebie bardzo personalnie i osobiście i przestałam robić cokolwiek na kilka lat. Z czasem podrosłam nieco emocjonalnie na zasadzie, że wiele mi lotto i znów działam sobie tu i ówdzie. I cieszy mnie to i daje satysfakcje i wkurza bo nie mam czasu jeszcze bardziej niż noramlnie nie mam czasu, ale żadko kiedy odmawiam 😂
Ludzie jednak donoszoooo, że to się nie podoba, że się wszędzie pcham, że ciągle ja i co by się nie działo to... a ja mówię proszę bardzo, zapraszam, jest tyle furtek, tyle możliwości, moja też zazwyczaj otwarta zaprasza - przyjdź zaszalej zrób coś. Niestety albo stety, zawsze przychodzą te same osoby, te co się wszędzie pchają inni jakoś nie chcą...

Dodam jeszcze, że ja lubię brać udział w organizacji różnych projektów, ale sama nie lubię być uczestnkiem lokalnych wydarzeń. Żadko kiedy pojawiam się gdziekolwiek. Jestem domatorem i nie lubię naruszać swojej strefy komfortu żeby komuś sprawić przyjemność, niekoniecznie sprawijaąc przyjemność sobie.

czwartek, 3 kwietnia 2025

Bo ja jestem sprytna i wybitna, romantyczna także jestem jak...

Jestem śliczna, higieniczna przy tym silna niczym tur
Jestem sprytna i wybitna
Romantyczna także jestem jak chłopięcy chór.
Duża jestem ociupinkę, zgrabna chyba nawet też
Ja mam w sobie coś takiego
Może oczy, może usta
Może fakt, że jestem szczupła
Może moja dobroć, ufność
To, że czasem jestem smutna
Może dłonie, może nogi
Może mój zmęczony profil
Może moja duma, radość
Może niecodzienna bladość


    Idąc za Otto tak by mogło być, a u mnie miks wszystkich za i przeciw w jednym.
Jestem za chuda - za gruba, za smutna - za wesoła, za dobra - za wredna, za silna - za słaba, za inteligentna - za tępa, mam mięśnie jak facet - nie mam mięśni i takich składanek miliony, a one wszystkie w jednym garze się gotują i bomblują, czasem lekka para wyjdzie z gara, czasem jakiś bąbel, a innym razem wywala się lawina wszystkiego. I płynie wokół i ziębi lub parzy i buduje lub niszczy. Zmiana nastroju kilka razy na godzinę, a kilkanaście na dzień to u mnie żadna nowość. 
I w sumie po co mówić o sobie źle, kiedy inni mogą zrobić to lepiej, ale ja nie mam z tym najmniejszego problemu 😀Czasem sobie przysłodzę i wtedy okazuje się, że jestem zarozumiała, przemądrzała, narcystyczna i jak w ogóle chłop może ze mną wytrzymać. Innym razem ze smutkiem, żalem i cała na nie marudzę na mój wygląd, potrzeby, zachcianki, brak hajsów, nadmiar roboty czy brak umiejętności. I wtedy jestem zakompleksiona, niewdzięczna, zaborcza, zachłanna i jak w ogóle chłop może ze mną wytrzymać 😁
Także jakby nie było zawsze jest źle. A to, że często sama nie wiem czego chce to już insza inszość. I od długich lat słyszę, że to się leczy, z tym się pracuje, że trzeba się ogarnąć. Tylko po co? żeby innym było lepiej? czy rzeczywiście problemem jest okazywanie emocji. Jeżeli nie robię awantur, nie kłócę się nie pyskuję tylko jak jest mi źle to mówię, że jest mi źle, a jak dobrze to mówię, że jest dobrze albo zajebiście dobrze 😏Czy wywalanie z siebie na bieżąco jest gorsze od trzymania wszystkiego w sobie i udawanie idealnego życia i świata? Czy emocje i odczucia to jest coś czego muszę się wstydzić bo moje są inne niż Twoje? Twoje są lepsze czy gorsze? A może Ty masz idealne i nie chcesz się chwalić, albo takie do du🍑że nie warto o tym gadać.
Otóż warto gadać, warto żeby się ulewało jak złe i warto żeby wypływało i wypełniało innych optymizmem jak dobre. Warto uczyć się słuchać innych i cieszyć się z nimi albo ojojciać jak jest taka potrzeba. Warto uczyć chłopców żeby płakali jeśli czują taką potrzebę, a dziewczynki krzyczały jak są złe i obrażone, że kolanka nie zawsze złączone, rączki na kolankach a te rączki z kolankami pod stoliczkiem i siedź prosto. 
Sami zamknięci w sobie nie potrafimy okazywać uczuć i emocji, nie potrafimy ich nazywać i odróżniać, wychowujemy pokolenia dzieci z depresją, dzieci zakompleksionych, zamkniętych w sobie bo nadal w szkołach i domach chłopcy mogą wywalać z siebie energię, a dziewczynki to raczej grzeczne powinny być i dawać przykład. 
I oceniamy, oceniamy, oceniamy siebie, innych... zamiast zrozumieć, wyjaśniać, zaakceptować.
Dajmy sobie więcej luzu i płaczmy i śmiejmy się i krzyczmy bo warto😉