środa, 31 grudnia 2025

Idzie nowe, dobre...

Zdjęcie zrzut z ekranu, zwyczajna kradzież z internetu bo ładne 😉



Stary Rok stara ja
Nowy Rok stara ja 🤣
Wróżę z fusów, że idzie nowe 😉
nie wiem czy lepsze na pewno inne 😉 oby nie gorsze.
2025 był słaby, ale w ostatecznym rozrachunku jednak lepszy niż poprzednie trzy 😎 Może tendencja będzie wzrostowa i złego jednak diabli nie biorą 😁
Przyszedł czas rozliczeń, planów i nadziei.
W kwestii rozliczeń:
- nie schudłam 😂 ale w obfitość kaloryczną też nie wpadłam więc tutaj jestem na lekuchny plus, 
- na książki wydałam tyle co zwykle, miałam nie wydawać tylko iść w czytadło elektroniczne ale mi nie wyszło, z drugiej strony na waciki nie przepuściłam, więc jakby podliczyć to jednak plus 😁 
- sumiennie wykonywałam poranne jogowe powitania słońca, opuściłam 4 dni i było to spowodowane tym, że stanęłam oporem do budzika, a czas mi pokazał, że nie powinnam z nim igrać - czytaj zaspałam do roboty 😂
- medytowałam to plus, za mało to na minus 😂😂😂 Medytacja powinna być moim obowiązkiem jak mycie zębów, jest jak tabletka na rozkołatany łeb, czyli ostateninie minusminus 😉
- roboty nie zmieniłam, na plus jest to że mnie nie wyrzucili, na minus że nie zmieniłam, ogólnie tutaj jestem na ZERO 😒 Jest ciężko, stabilnie ale ciężko i tutaj mam nadzieję, że byle do czerwca 2026, a później jużz góreczki- to jest plan i nadzieja 🥺😒
- relacje rodzinne na poziomie dobrym i bardzo dobrym, rozwodu nie było i planów na niego też nie ma 😃W chorobie Z o mnie dbał, medykamenty podawał, a mógł dobijać, także małżeństwo na plus (to jest moja subiektywna opinia, mąż może mieć całkiem odmienną, ma takie prawo, ale nie polecam bo z całej trójki tylko on chory nie był)😂 
Nasti ze mną gada na niezmiennym ilościowo poziomie, tylko pory dnia na pogaduchy się zmieniają bo jak jakiś nornik (nie wiem czy takie coś jest, wymyśliłam) w tryb nocny przechodzi 😃
- zdrowie - tutaj temat ciężki i drażliwy, bo znów sporo nerwów za nami. Badania, przychodnie, szukanie dziury w całym, na szczęście w ostatecznym rozrachunku wyszło, że jest stabilnie. Całokształt jednak  spowodował, że rok zaliczam do ciężkich, emocjonalnie wyczerpujących i raczej życia mi nie wydłużył 🥺
- dbałam o siebie na tyle ile potrafię i mi się chce, niestety czasem mi się nie chce bo chce mi się czegoś za bardzo 😃😉 I tutaj wyjaśnienie, nie chce mi się to nie znaczy że nic nie robię, wręcz odwrotnie, robię za dużo i nie daje wątłemu ciałku wytchnienia i odpoczynku, a to na koniec 2025 skończyło się  romansem ze specjalistą z dziedziny NFZtów niestety za grube piniunszki i drugie niestety to nie są moje ulubione NFZty 🤨
- nie jestem bogata w chajsy i to jest wielki MINUS 😂
- podobno we łbnie mi się na stare lata poprzewracało, nie neguję nie oceniam, ale na PLUS 😉myślę i liczę na to, że będzie ze mną tylko gorzej  🤩
- jestem bogata w nowe doświadczenia PLUS 😍

Plany na nowe:
- to co w ubiegłym roku 😃 bo było dobre,
- nie zmieniać się, tylko ludzi przyzwyczajać do siebie, nieakceptujących odciąć od wspólnego łańcucha 😃
- być dobrą dla siebie, a następnie dla innych nie odwrotnie 💟
- doceniać i celebrować momenty, żyć tu i teraz, zatrzymać się czasem, poleżeć, w chmury popatrzeć bo tam pewnie nadal statki pływają i baranki gonią za motylami 😊
- więcej spontanu, to będzie trudne i raczej jestem sceptyczna na starcie do tego planu 😂
- chciałabym napisać żyć bez planu, ale w moim przypadku bez planu i bez rutyny = argadamemnon więc lepiej z planem i rutyną, a ewentualnie patrz punkt wyżej 😉😃
- więcej medytować 😊😊😊
I to chyba na tyle. Niech się dzieje, ja ewentualnie na bieżąco skoryguję odchylenia od mojej normy 😊

Dzisiaj dziękuję za to co minęło, za wszystkie emocje, doświadczenia, wspierające wróżby i intencje. Przesyłam dobre wibracje dla tych co przyłożyli cegiełkę do mojego szczęścia i zdrowia w 2025 r., nie było Was wielu, tym bardziej doceniam że jesteście 😘 Kocham Was całym sercem i jestem wdzięczna losowi, że Was mam przy sobie. Szczególnie Siostra, NFZty, CC50 🧡💛💚
O tych co mi kłody pod nogi rzucali też pamiętam, przypomnę się za jakiś czas 😂

Wszystkiego najlepszego dla Was w Nowym Roku, niech się dzieje, niech się darzy. Wspierajmy się, doceniajmy, wierzmy w siebie nawzajem 😘
Osobiście czekam do końca czerwca 2026 bo pierwsze pół roku nadal będzie trudne, a później żeby zdrowie było, bo w wakacje odpocznę i wrócę z podwójną siłą Eweliny, a wtedy klękajcie narody. Diabeł w piekle powie, znów mnie tą Wariatką na ziemi pokarało 🤣
BUŹKA 😘

piątek, 5 grudnia 2025

Mała czarna, chwast i choinka. Jak święta zostały uratowane



    Opowieść przedwigilijna pt. "Mała czarna, chwast i choinka. Jak święta zostały uratowane" 🤣
E: ubieram dzisiaj choinkę 
Z: a co z tym 💩 ?(pyta wskazując na monstercie 😁)
E: trzeba gdzieś przestawić ("gdzieś" jest dla niej oczywistą oczywistością, a ta znajduje się w sypialni, niestety na piętrze 🫣 I tutaj nie tyle waga chwasta stanowi problem, co jego wielkość) 
Z: za drzwi go wypier... (wyrzuć z hukiem i to wielkim tego badziewia ma na myślion, choć mówi zupełnie coś innego) albo daj sobie spokój z tą choinką.
W małej czarnej budzi się obrońca bezbronnej roślinki. Rzuca się mu do gardła. Teraz on leży zakopany pod brzozami-zawsze mówił jakie piękne im wyrosły, a ona ma choinkę na środku salonu tuż przy monsterze 🤣🤣🤣. Z małej czarnej zrobiła się czarna wdowa, ale kwiat i święta zostały uratowane. I żyli długo i szczęśliwie przynajmniej niektórzy 🤣🤣🤣
A poważnie wszyscy żyjo, bez awantury, tylko plecy mnie bolą 🤣 Monstera w sypialni, choinka w salonie, Mikołaj może przychodzić 😁
A teraz do brzegu 😉
Czy w każdym domu jest jakiś corocznie powtarzający się  przedświąteczny temat zapalny? 
U nas zdecydowanie jest nim waćpani monstera i gdzie ją na święta eksmitować żeby choinka mogła zająć swoje paradne miejsce 😁 
Ostrzenie noży. Poszedł chłop karpia z łusek ogolić i zginął, później się okazało, że nóż ostrzył, a jak jeden to zaraz wszystkie ogarnął i pół dnia zleciało.
Gotowanie 4 dni + 3 weekendy, a później jedzcie, jedzcie bo się zepsuje i tak w każdym domu, a w święta odwiedzamy ich kilka. 
Choinka naturalna czy sztuczna, oooo to też temat do dyskusjii. Na szczęście nie w moim domu, u nas tylko sztuczna od zawsze i na zawsze. 
Sałatka kroisz za grubo i nierówno. Co ty za majonez dałaś u mnie tylko kielecki, winiary, babuni, byle miał jajka...
Pieczenie, lepienie i gotowanie, kolejny triger małżeński, wszystko muszę sama...
Ja w tym roku idę po rozum do głowy, od pierników są ludzie, którzy robią to doskonale i zapewne z większym spokojem niż ja, dlatego mam zamiar posiąść pierniczki w drodze zakupu. Podobnie rzecz się ma z pierogami, są panie które za drobną opłatą wykonują te małe cuda. I ja zamierzam sprawdzić czy dobre im to wychodzi. Nie spędzę jak co roku pół soboty przy kuchennym blacie, żeby zaspokoić rodzinne brzuszki i przygotować ich 50 szt., a na koniec zmęczona jak łoś z bólem w plecach za bardzo tego nie szamie bo mnie później własny brzuch boli.
Także ja mam ambitny plan w tym roku w okresie przedświątecznym, a później świątecznym przede wszystkim odpocząć i spędzić czas w gronie rodzinnym, ale na moich zasadach i tego również Wam życzę.
 

wtorek, 28 października 2025

Nic o mnie nie wiesz, bo nic o sobie nie mówię

 

Nie będę ściemniać, że nie czytam motywacyjnych haseł bo jest jak jest i śledzę i czytam 😁Szukam cytatów, sentencji, powiedzonek. Czasem chcę pozyskać nową wiedzę lub zweryfikować jakie farmazony ludzie opowiadają 😂 Jeśli mowa o motywacyjnych tekstach dużo czytam o emocjach, afirmacjach, medytacji, samoakceptacji. Część tekstów mnie nakręca do działania, są też takie, które irytują np. "codziennie bądź lepszą wersją siebie", jak mi to działa na nerwy to klękajcie narody. Bądź dobry na tyle ile potrafisz, możesz być taki jak wczoraj jak daje Ci to szczęście i wewnętrzny spokój, a czasem bądź gorszą wersją jeśli nie masz siły na sięganie poprzeczki z dnia poprzedniego. Najważniejsze żeby być sobą, być w porządku wobec siebie i innych. Nie głosić prawdy na siłę, ale też nie wymyślać słodyczy tam gdzie są zbędne, a jak wyraz twarzy mówi więcej nić gęba to jakoś przetrawić 😉

Kolejne z moich ulubionych:
- nie mów o sobie 
- nie opowiadaj co cię cieszy a co smuci
- nie pokazuj swojego życia na zewnątrz   
- nie zdradzaj swoich marzeń 
AI mówi, że nie mówienie za dużo o sobie jest ważne, ponieważ nadmierne otwieranie się może być wykorzystane przez innych w nieodpowiedni sposób, prowadząc do zazdrości, plotek i wykorzystywania słabości. 
Jestem świadoma, że spore grono ludzi nienawidzi osiągnięć innych, że najchętniej czytają głupie treści, żarty i porażki znajomych. Czy z tego powodu mamy cicho siedzieć, nie chwalić się osiągnięciami, przygodami, nie okazywać smutku jak jest nam źle, jak cierpimy, jak potrzebujemy poklepania po pleckach bo jak zaczniemy mówić o sobie to inni będą o nas gadać? będę mieć z nas pożywkę? i tak gadają, a jak będzie wiadomo co nam w głowie siedzi i jacy jesteśmy, to albo będą mówić prawdę, albo będą pomawiać, a na to jest odpowiedni paragraf. Jak ludzie nic o nas nie wiedzą to sobie wymyślą, zwłaszcza gdy z jakiegoś powodu jesteśmy ciekawą osobą. 
Z jednej strony jest parcie żeby być otwartym, emanować uczuciami, okazywać emocje, dzielić się sobą, wyrzucać traumy i szukać pomocy w problemach. Zaraz za tym stoi kolejny mędrzec i każe cicho siedzieć, hamować emocje, zachować dla siebie, w czterech ścianach zamknąć. Nie pokazywać kolorowych obrazów z życia, a tych ponurych to już w ogóle absolutnie nigdy. A później co drugi ląduje na terapi i to jest aurat sukces, bo jeśli nie trafi tam w porę to ląduje na suchej gałęzi. No i co najważniejsze, jak już trafi na terapie to lepiej zeby o tym nie mówił, bo oczywiście Ci inni wykorzystają to, złamią go, zniszczą. W każdej dziedzinie jest jakaś powtarzana mantra, w niektórych co mędrzec to inna, pozostaje kestią wybrać jedną słuszną  dobrą dla siebie.


Ja jak to ja, gadam o sobie dużo i często, jak mi źle to gadam, jak mi dobrze to tym bardziej, jak jestem wesoła to całą sobą, jak przeżywam emocje to nawet mówić o tym nie muszę bo każdy gest jest nimi przeładowany. Odkąd zaczęłam mówić, pisać i wywalać z siebie co mnie smuci, cieszy i wkorfia to jest mi w życiu lepiej. Grono znajomych co prawda się wymieniło, część mówi cześć bo matka tak wychowała, że facet jednak pierwszy powinien 😄🤣 i w tym przypadku nawet jeśli zaprzestaną odzywać się w ogóle to żalu mieć nie będę. Pozyskałam za to nowych ludzi w okół siebie, oni od początku wiedzą, że ja albo mówię prawdę albo wcale, że czasem słodzę sama sobie, a czasem zawalam się krytyką i widząc co wyczyniam nie uważają mnie za złośliwą i że się dziwna zrobiłam. Nie, nie zrobiłam się dziwna, ja zaczęłam mówić swoje zdanie, wyrażać opinie nawet jeśli są niewygodne, opowiadam co mi leży na wątrobie, ja przestałam cicho siedzieć i jak dulska życie w czterech ścianach marynować. A, że gadają o mnie, to niech gadają, jak dzięki temu jest im lepiej, luźniej na wątrobie 😂 Zasadę po co mówić o sobie źle inni zrobią to lepiej, też łamię bo często opowiadam o tym co mi się ostatnio odjaniepwaliło głownie z powodu mojej chaotyczności i roztargnienia😁 Gorzej jak się z mojego powodu takiemu delikwentowi kortyzol wywala, cholesterol rośnie i ogólnie samopoczucie podupada, wtedy polecam jednak zaprzestać procederu, ewentualnie przyjść w odwiedziny i kawa na ławę jakiem mu życie uprzykrzyła swoimi dywagacjami na mój własny osobisty temat o życiu na ziemskim padole 😘



 


niedziela, 5 października 2025

Czytanie instrukcji nie boli, nie czytanie wręcz przeciwnie

Jako, że jestem nadaktywna, nadpobudliwa, nadniecierpliwa 😁 i pewnie jeszcze z 10 nad,  to w 99% sytuacji nie czytam instrukcji obsługi.  Bo zanim dobrnę do połowy czytania to zdążę wykonać czynności z końca, więc zazwyczaj nawet nie zaczynam. Podobnie mam z gotowaniem i pieczeniem z przepisu 😄


Ponieważ mam problemy z tkanką tłuszczową podskórą ostatnio postanowiłam zakupić bańkę chińską 4fizjo, taką jak na załączonym obrazku. Nie ważne, że mam tradycyjne bańki silikonowe, szczotkę z włosia jakiegośtam o cudownej właściwości,  tylko jestem za leniwa żeby tego używać, ale z tą bańką miało być inaczej 😂.
Przytargałam to ufo do domu i dawaj testować. To ma 3 poziomy mocy, jakieś światło i ciepełko też w kilku poziomach. Włączyłam, przyłożyłam do brzucha, łooooo panie, tak zassało, że ani w te ani wefte. Wyłączyłam odkleiłam z cudem. No nic, na brzuchu nie działa, skóra do 🍑 to nie działa pomyślałam.  Włączyłam przyłożyłam do udka, efekt podobny, wyłączyłam, oderwałam i tak jeszcze z 10 razy w różnych miejscach. Cała sina w kropki jak biedronka stwierdziłam, że muszę to odesłać bo za mocne dla mnie. 
Poleżało kilka dni, stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz, ale tym razem najpierw obejrzałam dokladnie ustrojstwo, wyjęłam ten cholerny papier. Oczywiście nie przeczytałam całości bo i po co, ograniczyłam się do sprawdzenia, który przycisk co robi 😆 Z taką wiedzą i tym razem z oliwką zabrałam się za masaż. Szło prawie idealnie tylko się nie odklejało. Więc tym razem skończyłam cała w sine kropki, ale wymasowana 🤣 Ponieważ do 3 razy sztuka,  tym razem doczytałam w jakiej kolejności przycisków używać więc na kolejny masaż jest dla mnie nadzieja 🤣.  W najgorszym wypadku ostatecznie przeczytam całość 🤣


wtorek, 30 września 2025

Nasi górą, nie wyszło, a to nie nasi



    Dawno mnie tutaj nie było, ale musiałam z grubsza żyćko ogarnąć, bo może na łeb mi nie spadło, ale kłody pod nogi rzucało równo. I jak mi było tak ciężko i źle i tak smutno i nerwowo i troche ciałko bolało, a później się pochorowało i teraz wraca do normy to oprócz obracania się wyłącznie wokół własnej idealnej osi  obserwowałam i analizowałam co się dzieje w naszej polszy, na lokalnym podwórku i w moim małym wewnętrznym świecie. 
Nie mam porównania cóże inne narody w tej kwestii w głowach mają, nie mam zamiaru tego sprawdzać i analizować bo w sumie nie interesuje mnie to, ale nasza wyjątkowość w temacie do którego płynę powoduje, że moje ręce razem z mikrym biustem opadają. 

A teraz do brzegu.                          
Nie wiem co ma w głowach i sercach spory % obywateli naszego kraju, że w nich tyle krytyki i pogardy dla drugieg człowieka. Nie mam tu na myśli jakiejś wygórowanej tematyki, takie ot zwyczajne sytuacjie np. akcje słowne naszych myślicieli po przegranym meczu siatkarzy z Włochami. Patrząc na całą imprezę fenomenalny turniej, wspaniałe mecze, emocje, radość, łzy, pot na plecach i odciski od zaciśniętych kciuków, to były niesamowite przeżycia i jedyne do czego mamy prawo to czuć wdzięczność za takich reprezentantów. A tu się odzywają mistrzowie świata z kanapy, oczywiście specjaliści w sportach wszelakich i krytyka się wylewa falami, obrażanie, komentarze które w ogóle nie powinny mieć miejsca bo chłopaki na nie nie zasłużyli w żadnym stopniu. I tak jest zawsze uuuuuuu ten to już skakał nie będzie, taaaa łeb wymalowany influenser, a nie siatkarz, ta to by się za gotowanie wzięła, a nie za sport. 
To tak patrząc z perspektywy ogółu, teraz przechodzę do szczegółu, bo ta krytyka spływa na nasze małe lokalne podwórka. Krytykujemy lokalne drużyny, lokalne organizacje, lokalną społeczność bo coś robią "bez sensu" bo nie ma efektów i sukcesów, ALE ROBIĄ. Wstań z kanapy, rusz 🍑 idź graj, śpiewaj, tańcz, gotuj, pisz, mów wiersze skoro jesteś tak wytrawnym retorem może coś sklecisz. Z lokalnego zespołu piłkarskiego niezadowoleni, z drużyny młodzików j.w., z orkiestry tym bardziej, zespół ludowy omg z czym oni, festyny, dożynki, zawody wszystko słabe, nie takie, nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom bo Stinga czy innego Skolima nie było, za jedzenie trzeba płacić, no i wiało. No i co najbardziej boli i w oczy kole jegomościa krytyka - że ciągle wszędzie widzi tych samych ludzi, no ten czy ta to już jest wszędzie, znów się pcha, znów parcie. Ale sam czy sama ruszyć odwłok, oooo panie co to to nie, gdzie tam ja albo jo bo toto różnie o sobie mówi 😃😄

Teraz wjeżdżam o mnie, tak znowu o mnie bo to jest moje miejsce i mogę sobie na to pozwolić, zawsze możesz zamknąć kartę w przeglądarce i zatrzasnąć klapę laptopa z hukiem, a niech poczuję ten ból w plecach😁
Wiele razy brałam i pewnie nie raz wezmę udział w różnych społecznych "akcjach", choć nie ukrywam coraz bardziej mi się nie chce, bo zawsze ale to zawsze jakaś menda się trafi, jedna co dziobem kłapie, a druga co donosi 😂
Czasem pomagam pisać wnioski na różne dofinansowania moim lokalnym seniorom, niestety od pewnego czasu bez efektu, jakoś guzik z tego wychodzi. Ilość krytyki jaka na mnie spadła, jest niewyobrażalna.  Teksty w stylu że jak się nie zam to mam się nie brać, że się pcham, a nie umiem, że wszystko na pokaz, parcie na szkło i tym podobne. Tylko, że ja się nie pcham, niestety nie ma drugiego takiego chętnego "barana", który społecznie poświęci swój czas, kto bez emocji na spokojnie weźmie na siebie ten zaszczyt. Ja chętnie oddam tę fuchę, podzielę się w 100% złotą aureolą wygranej i bycia na świeczniku. Bo ogrom emocji, a głównie stresu jaki mnie to pisanie kosztuje za każdym razem odpłacam zdrowiem.
Sytuacja z bieżącego roku. Samorządowy turniej siatkarski (czy jakoś tak). Bogato będzie powiedziane, że ja tam grałam. Wziełam udział bo warunkiem było, że w drużynie musi być jedna kobieta na boisku. Nie potrafię grać w siatkówkę, boję się gier zespołowych, boję się kontaktu z innym zawodnikiem czy z piłką bo jestem świadoma czym to grozi, ale zgodziłam się zagrać żeby w ogóle powstała drużyna. W drużynie początkowo były 4 dziewczyny, na sam mecz zostały nas 2, bo koleżanki uległy kontuzji na treningach. Na meczu zamieniałyśmy się w setach żeby na koniec wyjść cało, a i tak bez kontuzji się nie obyło😏Jak na najmniej liczną drużynę osiągneliśmy 3 miejsce, czyli rewelacyjny sukces. A po sukcesie, że na boisku się tylko przesówałyśmy, że tylko przeszkadzałyśmy chłopakom, że robiłam więcej zamieszania w internecie niż grałam. Mam świadomość, że wygrana to nie moja zasługa, setki razy to mówiłam. Powtarzam, że mnie tam w ogóle być nie powinno bo się do tego nie nadaję, ale tak jak powyżej z braku laku dobra i ona. I jakbym słabo nie grała to na krytykę nie zasłużyłam. 
Bieg wiosny znów ona, ta to wszędzie się pcha. Bieg jest otwarty, każdy może brać udział, każdy ma szanse, wystarczy chęć i trochę zaangażowania.
Bieg kobiet ona, oczywiście znowu ta, oczywiście na pokaz. I te zdjęcia po co te zdjęcia. A po to, że chcę, że lubię i że mam prawo. Rusz się, pobiegaj zrób zdjęcie i wrzuć na fb albo nie wrzucaj jak nie chcesz, ale nie zazdrość, nie krytykuj, nie wyrzucaj z siebie jadu. 
Ja jestem tylko małym pionkiem, pyłkiem w machinie społeczeństwa. Mój ryneczek i poletko działania jest skromne, więc i przeciwników mam niewielu. I całe szczęście, bo z jednej strony mam w nosie co kto gada o mnie, zwłaszcza, gdy są to wymyślone stwierdzenia, które złośliwcowi ślina z twarzy wytoczyła i tak naprawdę maglując temat mojej NIEskromnej osobistości sam sobie tworzy problem i stres. Z drugiej strony jak się tego nazbiera to czasem podcina mi skrzydła i przysiadam w kąciku na chwilę. Na szczęscie bardzo krótką. 
Wracając do ogółu, przestań krytykować, przestań wymagać cudów, przestań podnosić poprzeczkę innym jeżeli sam niczego nie robisz. Jeżeli siedzisz w fotelu, a krytyka to główna aktywność, którą uprawiasz to rób to we własnym jedynym w swoim rodzaju gronie, reszta świata nie musi wiedzieć, że jesteś mistrzem w tej dziedzinie. 

niedziela, 17 sierpnia 2025

cudze chwalicie...

  

 
W ramach tegorocznego urlopu miałam przyjemność przebywać w greckim rejonie Epir -  jest to górzysta kraina położona w północno-zachodniej części Grecji. Zwiedzaliśmy Prevezę, Paleros, Nikopolis oraz wyspy Lefkada i Koronisia. Wyjazd jak większość wyjazdów bardzo udany, pozwiedzane, wypoczęte, rozleniwione i objedzone po korek towarzystwo wróciło do Polandii, więc można zabrać się za podsumowanie i analizę podróży.
Nie mam do końca pomysłu jak ugryźć ten temat żeby przekazać to co mam do przekaznia, bo nie chcę żeby wpis został odebrany jako pesymistyczny i negatywny.
    Grecja jako kraj, nowe miejsce przynajmniej w tej częsci którą udało mi się zobaczyć jest wyjątkowa, połączenie gór i morza na jednym małym skrawku terytorium robi niesamowite ważenie. Przepiękna niebieska woda, dzikie piaszczyste plaże, klifowe wybrzeże z jednej strony i urokliwe wioski usytuowane na zboczach gór z drugiej strony drogi, robią niesamowite wrażenie podczas malowniczych podróży samochodem, czy z perspektywy lotu ptaka. 
Domy z okiennicami i markizami chroniącymi przed słońcem, posadowione wśród skał i drzew oliwnych, a pomiędzy nimi wąziutkie uliczki, kawiarenki, sklapy i ich mieszkańcy w środku tej maleńkości.

Grecy przesympatyczni, uczynni, uśmiechnięci i głośni. Kochają biesiadować przy wybornym jedzeniu, akompaniamencie muzyki i aromatycznym anyżowym uzo. Ten charakterystyczny smak i aromat lokalnego trunku kojarzy mi się z dzieciństwem i białymi landrynkami, których w paczce było najmniej, a każdy sięgał po nie jako pierwsze. 
W Nikopolis pozostałości starożytnego miasta z teatrem, akweduktem i murami obronnymi.

Szkoda, że upał nie pozwolił na wdrapanie się w góry, ponad 40 stopni dało popalić podczas zwiedzania miasteczek i wysp, nawet nie wyobrażam sobie co by było podczas górskiej wyprawy. 
Woda w basenach kurortowych 
 jak zwykle niebieska, jedzenia przesadnie dużo, drinki ile i kiedy kto chce. No i koty, koty wszędzie,  leniwi sierściaci przyjaciele. Jest ich bardzo dużo, ale nie są uciążliwe. Ogólnie atmosfera typowo wakacyjna. Nadmienię, że akurat nasz hotel był wspaniałym miejscem dla introwertyków, cisza, spokój bez zgiełku i hałasu typowego dla kurortów. Dla zainteresowanych brakiem jakichkolwiek atrakcji organizowanych przez hotel polecam Thalassa w Paleros, dla mnie miejsce idealne 😁
Teraz od pozytywów przejdę lekuchno w bok 😉bo są momenty, że perspektywe z lotu ptaka, hotelowej plaży, basenu czy zza szyby samochodu trzeba zmianić na pieszoruchową i tataj pojawia się mały klops, bo oglądamy tą kolorową cudowność z dużego bliska. Wtedy zaczynamy dostrzegać szczegóły. Czasem jesteśmy w miejscach wizytówkach i wtedy wszystko ocieka przepychem i urokiem. Ale są momenty gdzie trafiamy do greckiej codzienności z dala od kurortów i turystycznych miejsc. Domy są zniszczone przez nadmorski i górski wiatr oraz słońce, które pali niemożebnie.  Pomiędzy starymi budynkami  z wyblakłą obdrapaną elewacją, podniszczonymi okiennicami i nadjedzonymi zębem czasu i klimatu markizami,  pojawiają się nowoczesne wille, które jeszcze bardziej ukazują, że kolebka kultury i cywilizacji w kolebce się ostała. Worki pełne śmieci wystawione przed domy oczekują na ich zbiórkę, a wokół nich często rozsypana zawartość. Do tego uciążliwe osy, których są całe roje.
Grecy przesiadują w tawernach i knajpkach gdzie na małych stoliczkach z ceratą sączą piwo czy kawę odpowiednią do pory dnia, ewentualnie kawę po grecku, którą można pić niezależnie od pory, a greczynki w kuchni, za ladą czy z tacą obsługują przybyłych "gości" i turystów. Ma to swój urok i klimat, ale znacznie odbiega od pocztówkowego obrazu Grecji.
Podsumowując cieszę się,  że trafiłam akurat do Paleros i w jego okolice, bo mogłam zobaczyć ten kraj z dwóch skrajnych stron. Tutaj łączy się starożytność z teraźniejszością.
Czy jestem zadowolona z wyjazdu? jestem i to bardzo. Żyję nadzieją, że będzie mi dane tam wrócić i zwiedzić kolejny region. Niemniej jednak uważam,  że żyjemy w kraju pięknym i to nam Grecy mają czego zazdrościć. Bo Grecję warto zobaczyć,  posmakować, posłuchać, ale życie tam przynajmniej dla mnie byłoby udręką. 
Na zakończenie życzę sobie możliwości kolejnej podróży i może trochę greckiego Siga-siga, co znaczy tyle co powoli, spokojnie, bez pośpiechu, bo póki co więcej czasu zajmuje mi sprzątanie tarasu niż korzystanie z niego 😂








środa, 6 sierpnia 2025

taki niebrzydki





Od jakiegoś czasu wrzucam na czy w media społecznościowe sporo swoich zdjęć.  W większości zdjęcia "z szafy" lub selfi. Z czasem miło będzie zobaczyć jak mnie starość pochłaniała. Miło albo niemiło 💁 
Zdjęcia są różne, przed pracą, tuż po, przed "wyjściem gdzieś", wtedy mam bogato nazwany makijaż, w miarę ułożone włosy,  ubrania we wzglednym ładzie i dopasowaniu.  Innym razem na zdjęciach jestem bez makijażu, włosy często żyją swoim życiem lub ewentualnie są okiełznane spinką czy gumką. Czasem tuż po przebudzeniu, gdzie wygladam jak z krzyża zdjęta. Strój najczęściej sportowy - domowy. Często pokazuję się zmęczona i ściorana po treningu lub w ogrodzie muśnięta przez wiatr. 
I teraz do czego zmierzam. Jak wrzucam zdjęcia gdzie jestem porobiona na prawie bóstwo, to wlatują ochy, achy, serduszka, a jak wrzucam te naturalne, zwyczajne, codzienne, bez uśmiechu takie z żyćka to czasem wpadnie jakieś serduszko czy palec, ale głównie posucha. 
I teraz dla jasności nie moim zamiarem jest żebrać o całuski, cukierki ciasteczka, bo jestem tak zakompleksiona, że nawet pierdyliard lajków mi nie pomoże 😁 Zmierzam do tego, że jakby sąsiad wrzucił zdjęcie jak kury karmi to by przeszło bez echa, ale jakby w tle stało nowe auto, to by nas wkurzył i ze 2 wieczory byłoby o czym gadać, ale lajki za nowe i ładne by zebrał. 
Narzekamy, że aktorki, celebrytki modelki są zrobione zabiegami medycyny estetycznej, że mają wyretuszowane zdjęcia, że są coraz młodsze,  a Ibisz niedługo wiekiem zrówna się z synem (nie wiem czy ma syna, wymyśliłam). Tylko problem w tym, że my chcemy oglądać tę sztuczność, że nam się to podoba. Piękni ludzie,  bogate wnętrza, ogrody pod linijkę gdzie równiutko rosną trawy i limonkowe hortensje, a w ratanowych fotelach zasiada cud nie kobieta.  
Niestety zamiast zmieniać coś u siebie, próbować żyć lepiej, inaczej, po swojemu, aranżować życie na wzór jeśli nam on odpowiada, zaczynamy je retuszować  tak żeby podobać się innym, a zwyczajność ukrywamy skrzętnie jakby jej nie było. Zdjęcia po fryzjerze, kosmetyczce, z nowym tym czy tamtym, a takie codzienne chowamy w niepamięć bo pewnie nikomu się nie spodoba.

Na koniec pragnę jedynie postawić 
Morał 1
Brzydcy mają gorzej.
Morał 2
Ładne się sprzedaje.
Morał 3
Świat jest zepsuty. 
Morał 4
Lubimy udawać.
Morał 5
Byle lepiej niż u sąsiada. 




wtorek, 29 lipca 2025

Bajka z morałem "Jak Ewelina herbatę kupowała"

 

    Historia jest tak durna, że nawet nie wiem jak i od czego zacząć. Niestety żeby oddać sens głupoty jeśli w ogóle mi się uda, bo możliwe, że tylko mnie to bawi muszę zdać trochę mało ciekawych informacji.

Do brzegu 😁

Otóż tak, jako nastało na prawdziwego ADHDowca co jakiś czas dopada mnie tzw. kompulsywny zakupoholizm, czytaj dopada mnie co miesiąc po paydayu 😄i tak też było tym razem. Siadłam w weekend i kupiłam co nieco i teraz to co nieco przychodzi. Kupiłam książki bo tego nigdy za wiele, więc kupiłam oprócz tych wymienionych jeszcze więcej książek, jakieś poduszki na krzesła ogrodowe, nowe taśmy czy bandy do ćwiczeń bo stare mi się wybrakowały i strzelają jedna za drugą. 
I teraz znów troszkę do brzegu. Mój nieprzeciętnie urokliwy organizm działa sobie w swoim własnym niekonrolowanym rytmie i co jakiś czas puchnę. Po przestudiowaniu pierdyliarda artykółów i publikacji, obserwowaniu siebie i swoich dolegliwości zaczęłam stosować różne metody, między innymi różne zioła. I w miarę mi to pomaga, szału nie ma, ale od tragedii też już jestem daleko. No i jednym z dokonanych zakupów były zioła właśnie. Strzeliłam sobie miksy herbatek na nadmiar wody w organizmie, jakieś cuda na odporność, mniszki lekarskie i inne. Żeby zejść z opłaty za przesyłkę dorzuciłam jakiś olej i jeszcze więcej ziół.
Dzisiaj pracowałam na szychcie 13h, to zleciłam odbiór paczki mężowi mła. Wracam do domu, paczka odpakowana, jako że były to poduszki na krzesła to już elegancko, aż jedna z sześciu została zamontowana, reszta się uprawomacniała w kartonie w garażu. Obejrzałam, posiedziałam, bajer poduszka, zapomniałam. Po jakimś czasie Z mówi, że druga paczka też jest w garażu. Zachadzam, patrzam, myślam, czytam, jeszcze raz myślam WTF paczka z flosa, czyli zioła, no to czego ona taka wielka. Otwieram, zaglądam, niedowierzam, jeszcze raz zaglądam. I teraz uwaga Ewelina mistrz geniusz, Janusz biznesu, kupiła 1 kg, powtarzam słownie jeden kilogram suszonej pokrzywy w jednym wielkim białym worku, to jest mniej więcej ilościowo taka mniejsza taczka. Aż usiadłam jak to do mnie dotarło i rżałam ze śmiechu dobrych kilka minut. Nadmienie, że tego typu zakup już raz przerabiałam, ale wtedy zakupiłam 1kg ekspandowanego amarantusa. Jadłam to jakieś 3 lata i jak pomyślę o owsiance z amarantusem to mnie mdli 😂
Także jak wstaniesz w środku nocy, w święto państwowe, czy niedzielę niehandlową i stwierdzisz mam ochotę na pokrzywę, ale słabo bo akurat nie mam, to zapraszam, wpadaj mam 10 litrowych słoików tego cuda, możesz pić napar, jeść w formie papki, a nawet maseczkę sobie zrobić. 
Się tak jeszcze zastanawiam, flos przecież tylko 4 km ode mnie (tak, wiem podwójny Janusz 😂😂), może odkupią po dobrej cenie pokrzywkę BIO w maju zbierana 😃😃😃.
Morał: na brak mózgu nawet zioła nie pomogą 😀


wtorek, 24 czerwca 2025

Zmęczenie poziom wysoki

 




19 czerwca ubiegłego roku  przeszlam operację usunięcia nowotworu. Szczęściem jest to, że był łagodny, nieszczęściem, że lubi się odnawiać. Aktualnie jestem przed badaniami kontrolnymi. Staram się o tym nie myśleć, bo przecież co ma być to będzie, ale jak już otworzę akurat to pudełeczko w głowie to zaczynam wpadać w panikę. 

Jestem zmęczona czekaniem, zmęczona stresem który sama sobie serwuję, zmęczona domem i obowiązkami z nim związanymi, a dodatkowo i to jest najgorsze, jestem zmęczona pracą. 

Trudno mój obecny stan nazwać wypaleniem zawodowym bo w zasadzie nie mam pojęcia na czym polega wypalenie, ale na pewno jest to ogólny niechcemisizm, czyli może jakiś wstęp do wypalenia 😂 Może pora poszukać czegoś nowego i zatrudnić się przy pielęgnacji skwerów kwietnych 😁takie coś by mi pasowało, gorzej w zimie bo wtedy pewnie jednak lepiej realizować się w tzw. papierach. 
Z drugiej strony mam domowe skwery kwietne i ogarniam je wzrokiem bo niechcemisizm sprawia, że ręki badylkiem nie skalam. Efekt tego jest taki, że roślinność mam gęstą i bujną, a paznokcie zadbane 😆 Albo mogłabym być kurierem rowerowym, ale jak nie pada i jak bym mogła, bo jak już bym musiała, a do tego jak pada to już niechcemisizm wchodzi na szerokiego przestwór oceanu. OOOOO jeszcze książki mogę recenzować, to bym chętnie, ale najlepiej wybrane 😁i nie romanse i horrory to też nie bo wyobraźnia mi na to nie pozwala, a w zasadzie pozwala sobie na bogato 😂. 

A poważnie w braku powagi, to czekam na najbliższy urlop jak na zmiłowanie. Chcę wyjechać choć na kilka dni i oderwać się od codzienności, od mojego domowego spokoju, od przyziemnych problemów. Potrzebuję nowego powietrza, nowego nieba, nowej przestrzeni, nowej ciszy. Jednocześnie czekam na jakieś wyzwanie, adrenalinę, bodźce które dają mi power i odwagę do działania na najbliższy czas. Liczę, że niechcemisizm odparuje z moich szarych komórek i wrócę na swoje zwykłe zakręcone tory codzienności.

Mam nadzieję, że po zbliżającym się dłuższym weekendzie mój nos z poziomu kolan wróci na swój standardowy poziom, czyli jakieś 135 cm od poziomu gruntu 😁 bo póki co jest ryzyko, że sobie go przydepnę.  


środa, 18 czerwca 2025

cisza, czy jednak brak ciszy, jedno woleć

 

Moja cisza jest jeziorem zanurzę się w nim
W ciszy ustępuje ciężar oskarżeń i win
Moja cisza mnie otula dobrze mnie zna
Moja cisza pokazuje gdzie zaczynam się ja
Cisza nie jest samotnością lecz przestrzenią do zmian

Fragment: Moja Cisza
GGDuo ‧ 2020


lubię ciszę, 
lubię być sama, 
lubię gwar,
lubię ludzi,
cisza mnie uspokaja, cisza mnie męczy,
gwar mnie męczy, gwar mnie wycisza,
    
    Jestem typem człowieka, który z jednej strony potrzebuje ludzi, adrenaliny, ciągłego działania, odrobimy szaleństwa i braku organizacji. Z drugiej strony, powyższe wywołuje we mnie taki poziom bdźców i dopaminy, że za chwilę potrzebuję ciszy i samotności. 
Jak już jest cicho i jestem sama i nic się nie dzieje to pojawia się z tym problem, no bo jest nuda, a co za tym idzie zaczynam wymyślać sobie atrakcje i zajęcia wszelakie. 
Ciągle coś robię, organizuję sobie niezliczoną ilość zajęć i aktywności, śpię po 5-6h i ten kołowrotek się kręci jak oszalały, aż padam zmęczona, szukam ciszy i samotności. Najlepiej żeby nikt nic do mnie nie mówił,  o nic nie pytał,  niczego ode mnie nie potrzebował.
Takie momenty nicnierobienia, niechcemisię, nie mów do mnie teraz, mam co prawda bardzo rzadko, a w zasadzie miewam, ale jednak czasem są mi potrzebne żeby naładować bateryjki. I jak już odizoluję się od zgiełku, od ludzi od nadmiaru bodźców, zaczynam analizować swoje JA. Wpatruję się w swoje odczucia, emocje, obserwuję to co mnie otacza i analizuję jak na mnie wpływa. W takiej ciszy doszukuję się nowych dźwięków, zapachów i smaków. I tak jak mówi tekst piosenki "Moja cisza pokazuje gdzie zaczynam się ja, cisza nie jest samotnością lecz przestrzenią do zmian". W ciszy można przemyśleć i zrozumieć nasze reakcje, na sytuacje które nas spotkały. Można nazwać emocje i uczucia, które się w nas zrodziły.  Można zauważyć różnorodność naszych zachowań w powtarzających się zdarzeniach. 
Czasem się zestanawiam jakim jestem typem człowieka. Jestem odbierana jako osoba otwarta, ekstrawertyczna. Niestety, albo stety 😄 ta moja otwartość i expresja tak mnie męczy,  że czasem potrzebuje leżeć, patrzeć w niebo i oddawać emocje naturze. A jeśli dodatkowo w różnych sytuacjach odległość między mną,  a ludzkimi współistnieniami, czyli moja strefa komfortu jest mniejsza niż 50 cm, to najlepiej jeszcze kilka drzew przytulić na deser i zalać się ich chłodem i majestatem, a później można wracać do kołowrotka wrażeń wszelakich.



 

czwartek, 29 maja 2025

Sport to zdrowie czy sport to mord...

    Sport to zdrowie i ruszać się trzeba, każdy ma tego świadomość. Aktywność fizyczna wzmacnia odporność, ruchomość stawów, bilansuje poziomy poszczególnych "składników" naszych wątłych ciałek i spala kalorie, które zdarza nam się wszamać w nadmiarze. Poprawia kondycję fizyczną, wydolność, polepsza samopoczucie i pierdyliard innych pozytywnych argumentów jest na to żeby ruszyć dupiszcze z kanapy i "coś porobić", tylko nam się nie chce. 
Wiadomo, że najgorzej zacząć bo wszystko boli po pierwszej aktywności, zadyszka po trzech wymachach racicą, jak poruszamy 🍑to zjemy więcej niż zwykle, więc po co się ruszać. Najlepiej nam wychodzi poleżeć na pleckach, uwentualnie boczku jednym z dwóch i zazdrościć innym, że oni mają dobrze bo mają co?, bo mają czas, a my czasu nie mamy i nie mamy kiedy ćwiczyć.
    Kolejny problem jeśli już postanowimy, że w weekend trzeba zeżreć wszystko z paśnika bo od poniedziałku to już musowo bierzemy się za siebie i zaczynamy (przykładem dobrym będzie) i zaczynamy biegać jest to, że nie mamy w co się ubrać. Bo przecież w dresach i trampkach nie pójdziemy biegać bo się sarny w polach będą z nas śmiały o ludziach na dzielni nawet nie mówię. Choć na starcie na dzielnie mało kto jest odważny się udać na lans, bo na starcie aktywności najprawdopodobniej będzie wyglądał jak po 2 udarach i jednym wylewie. Więc w pierwszym rzucie w pole nabrać kondycji, a jak już nabierzemy kondycji i nadal mamy ambicje robić coś tam, to wtedy na wieś. Tylko pojawia się problem bo po bieganiu w polu okazuje się, że nasze buty nie dość, że są usyfione, to mają podeszwę w teren, a nie na bruk. I teraz zaczynamy się doktoryzować z buciszczy, które jakie i gdzie, czy jedne za mirjad monet, czy jednak kupić nowe inne tańsze tak za 3/4 mirjada tylko na bruk. Bo jak w jednych za mirjad z bruku udamy się w teren to będą wyglądały jak te pierwsze, więc może 2 pary będą idealne (można więcej, kto zabroni). 
I powiedzmy, że temat ogarnięty i już można biegać i tu i tam, ale jak sprawdzić czy mamy progres. No to zegarek trzeba kupić, najlepiej żeby można było przez niego gadać i muzyki słuchać i żeby liczył, a wieczorem brawo bił i medale dawał. 
Mamy buty, tekstylia, zegarek wszystko mamy i powiedzmy, że nadal mamy jeszcze chęci to teraz trzeba zaplanować, kiedy, gdzie i jak długo trenujemy, sami czy w grupie, w grupie z sąsiadem, czy jednak grupa onlajnowa, na forum koniecznie jakieś trzeba i fanpejdża. A później 5, 10, 21 tam i owam i musze coś z tymi kolanami zrobić, ale jeszcze pobiegnę, poskaczę, powyginam wszystko zależy czy biegamy, czy siłownia, rower, basen.

    Reasumując, rewelacją jest gdy zaczniemy robić cokolwiek, a jak już to uprawiamy jeden sport, mamy umiar i dystans. 
Na swoim przykładzie jednak mogę stwierdzić, że w całym sport to zdrowie jednak czasem sport to mord. Patrząc na to co wyżej to można u mnie tak razy trzy, bo biegam, jeżdżę na rowerze, ćwiczę na siłowni i czasem jeszcze coś mi przyjdzie do głowy. Do wszystkiego inne buty, żeby pasowały do reszty, inne łachy, inne gadżety. Nie mówię, że mi to nie pasuje, pasuje i to jak tylko szkoda, że majątku nie powiększa bo jednak szybkość zużycia z każdym nowym produktem wzrasta. Idąc dalej, rano sprawdzam na zegarku czy dobrze spałam, wieczorem ile spaliłam, a dodatkowo czasem ten dziad mi pika, że źle oddycham, a w temacie że baterie życiowe mam ciągle nienaładowane to już go ignoruję od kilku miesięcy. 
Lubię sport i praktycznie codziennie coś robię bo wtedy się relaksuję, regeneruję psychikę, wyciszam, a z drugiej strony nie bardzo się regeneruje fizycznie, więc kontuzje to moja specjalność. I do tego potrafię się denerwować 😡😡😡(rodzina pewnie nazwałaby to inaczej 😂) jak mi coś wypadnie niezaplanowane i muszę z czegoś zrezygnować. Dzień mam zorganizowany tak żeby mieć czas na wszystko i wieczorem powiedzieć fajnie było, ale w całym tym majdanie nie uprawiam drzemek, seansów serialowych i kawek na pierdoły i dzięki temu mam czas, którego i tak nie mam bo robię coś😆
Podsumowując, polecam uprawiać sport, ale odradzam fokusować się nim tak jak ja to robię, bo czasem zamiast relaksu bywa to męczące. Także zazdrościć mi, że tyle robię, a podziwiać tym bardziej nie polecam bo nie ma czego 😉
 

sobota, 17 maja 2025

Każdy swoje prawa ma

 
Lekarz, fryzjer, urzędnik, nauczyciel, rolnik, polityk (też podobno zawód), każdy zawód jest inny, inne mają problemy, inne obowiązki, inne potrzeby i inną odpowiedzialność. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich jest człowiek. I tutaj postać rzeczy zaczyna się zmieniać, bo patrząc z tej perspektywy każdy jest równy. Każdy ma prawa, obowiązki, zdrowie, uczucia, emocje, własność, potrzeby. 
Patrząc z perspektywy własnej osoby, nie lubię gdy ktoś pcha się w moje życie, zagląda przez płot, doradza niepytany, czy komentuje mój sposób na życie zwłaszcza za plecami. Chcąc chronić swoje ja, mam dość dużą ściankę ochronną wokół mojej strefy komfortu. Teraz przechodząc do strefy komfortu współobcujących wokół niej, staram się nie wchodzić w życie sąsiadów. Nie interesuje mnie za bardzo Marysia, Stasia, Tadeusz czy Hieronim z sąsiedztwa. Żyją jak im się podoba i staram się nie wchodzić im w drogę i liczę, że ich z moją też się nie skrzyżuje. Nie wnikam jakie mają powiązania związkowe on - ona, ona - on, on - on, ona - ona, ona - oni, on - one, byle im się dobrze działo. I tak mniej więcej wygląda mój mały lokalny świat. Świat ten się rozrasta do pracy, wioski, powiatu itd. Dobrze by mi było, żeby ta perspektywa trwała przynajmniej przez najbliższe kilkadziesiąt lat bo liczę, że tyle pociągnę. Czasem włącza mi się odklejka i zaczynam filozofować jakby było cudownie gdybym miała, albo gdybym mogła... ale szybko wracam do normy, bo mam możliwości sporo zmienić w swoim życiu, tylko niekoniecznie mi się chce. Jakbym jednak chciała to droga otwarta, niewiele jest ograniczeń, kwestia zacząć działać.
I teraz do czego ja w ogóle zmierzam, a no do tego, że mamy czas wyborów prezydenckich, jutro 1 strzał i za kilkanaście dni zapewne kolejny. Jak słyszę, że ktoś nie idzie bo nie ma na kogo głosować, a i tak mu się nic nie zmieni, to nie dyskutuję tylko swoje myślę. Bo może właśnie będzie sukcesem jak się nic nie zmieni, jak nadal będzie w miarę stabilnie i w miarę bezpiecznie, jak nadal będzie można powiedzieć, że nie idę na wybory bo nie muszę bo mam takie prawo, a nie obowiązek, że w ogóle są wybory. 
Myślę, że warto jednak pamiętać, że prawo wolnych wyborów wbrew pozorom mamy od niedawna i z perspektywy czasu i sytuacji u niektórych naszych sąsiadów warto pamiętać, że prawo takie się miewa, a nie ma. I może jednak warto iść i z niego skorzystać. I błędnym jest myślenie, że nie ma na kogo głosować, akurat mamy to szczęście, że wybór jest spory i każdy kogoś dla siebie znajdzie. A opcja ja nie idę wiąże się z tym, że przez kolejne 5 lat zupa może być niekoniecznie jadalna, bo sąsad naleje ci taką, którą akurat on lubi, a twoje podniebienie niekoniecznie.
 

środa, 7 maja 2025

Jestem dobra czy jednak samochwała i egoistka


Bieg Kobiet #biegkobiet
Bieg 5 km
Bieg 25 maja
Bieg wirtualny (czyli biegnę w miejscu jakie mi się podoba 😄😃😁)

Jest i on, mój pakiet startowy, teraz żeby pogoda dopisała i udało się dopełnić zadanie do 100% w planowanym czasie. 
I wtedy co? będę dobrym człowiekiem? lepszym człowiekiem? czy nadal ą i ę tylko bardziej?

Otóż właśnie to jest dzisiejszy temat moich wypocin 😊
Już nie raz się uzewnętrzniałam, że lubię robić różne rzeczy i angażować się w różne sprawy. Czasem jest to jakaś akcja "się pomaga", czasem bieg "w celu" często nazywany szczytnym, czasem wirtualny, czasem w zorganizowanym wyznaczonym miejscu. Jestem krwiodawcą takim z odznakami oh i ah, jestem zarejestrowana w bazie dawców szpiku kostnego. 
Wiem, nie jestem jedyna i jakaś wyjątkowa i nie ma się czym chwalić i nie o chwalenie mnie tutaj idzie. 
Zmierzam do tego, że każdy udział w którymś z tych działań, powoduje u mnie swego rodzaju dumę z samej siebie i daje poczucie, że jestem dobra. To jest tak bezsensowne, że ostatnio sama zaczęłam się nad tym zastanawiać dlaczego tak jest. 
Już samo wykonanie telefonu do centrum krwiodawstwa i upewnienie się, że mogę oddać krew wywołało we mnie radość, a co dopiero sam fakt oddania krwi. Podobnie informacja z in postu o nadaniu  paczki z koszulką i medalem czy jej odbiór, no toż to Panie szok jest jakiś, jakżemsie ucieszyła. A jak przebiegnę no to już serce rośnie bohater narodowy zasłużony dla... to już w zależności w jakiej akcji biegnę. 
Teraz się zastanawiam 
1. Czy tymi moimi akcyjkami leczę jakiś kompleks niższości? "gorszości"? 
2. Czy to jest szczera chęć porobienia czegoś bo jednak lubię żeby się działo, a jak mogę coś dla kogoś to tym bardziej.
3. Czy to jest potrzeba "bycia dobrym" i wynika z mojej potrzeby wewnętrznej pomagania innym.
4. Czy jest to czysty egoizm, skupianie się na sobie, swoich potrzebach i interesach i w głębi tego wszystkiego wcale nie mam w głowie i sercu potrzeb i uczuć innych osób. Najważniejsze jest moje JA, a reszta ewentualnie przy okazji.
5. Czy jednak z potrzeby akceptacji mnie przez innych i osiągnięcia "wow ty to jesteś".
Najbardziej zastanawiający dla mnie jest cel moich działań kiedy mowa o krwiodawstwie, ponieważ boje się igieł i siadając na fotel myślę tylko o tym, żeby było już po, żeby było szybko i żebym nie zemdlała. I mając takie doświadczenie, niemałego stresu, oddałam ponad 20 litrów krwi. Co prawda dało mi to w rezultacie niezłą satysfakcje i poczucie czynienia dobra, nie mogę za to za bardzo powiedzieć że kilka kg czekolady, bo zazwyczaj 1 sztukę sobie zostawiam, pozostałe rozdaję. Ale stres jednak sporo złego dla organizmu powoduje. Pozostaje pytanie po co to robię? 1, 2, 3, 4, 5?

Jakby na to nie patrzeć, myślę że niezależnie czy dla 1, 2, 3, 4 czy 5 to warto działać, choćby inni byli w kolejce zaraz za naszymi potrzebami 😊 ale temat pozostawiam sobie do głębszego zastanowienia się i analizy. Bo raz piłuję bycie wdzięcznym, dobrym, szczerym i oddanym, a innym razem chce medal choćby plastikowy byle wszyscy widzieli i niech gadają co chcą byle gadali 😜






piątek, 2 maja 2025

Joga, medytacja...

 

Sam fakt,  że nie wiem od czego zacząć świadczy o tym, że emocje biorą górę nad rozumem 😂a do tego brzegu właśnie zmierzam. Może więc od 🍑 strony jakoś zawinę do tego o co mi chodzi 🙂
Pisałam już gdzieś, że moje życie emocjonalne to jeden haos. Przeplatają się we mnie wszystkie emocje i można powiedzieć, że cyklem jest godzina.  Jak się śmieję to całą sobą,  jak przeżywam radość, smutek, żal to również cały organizm jest zaangażowany. Jak o czymś mówię to gadam i gadam i rozpoczynam pińset wątków, a zapominam o pierwotnym. Za to jak ktoś do mnie mówi,  to musi krótko i na temat bo przestaję słuchać i odpływam w swój świat gonitwy myśli. 
Żadko opowiadam dowcipy bo zaczynam się śmiać przed czasem i nie jestem w stanie dokończyć. Jak mówię o czymś co mnie wzrusza to zaraz mam łzy w oczach 🥹 i gluta 😪 pod nosem. Ostatnio usłyszałam, że sprawiam wrażanie jakbym miała w sobie więcej receptorów czuciowych. Może tak jest, a może bardziej z nich korzystam bo nauczyłam się obserwować moje ciało i świat trochę inaczej niż robiłam to do niedawna, po tzw. łebkach.
No i brzeg,  w całym moim emocjonalnym haosie w którym wybucham naprzemiennie śmiechem, gniewem, smutkiem, śmiechem, smutkiem, śmiechem,  gniewem, śmiechem, furią,  śmiechem...
... pojawia się joga i medytacja. Praktykuję je może 2,5 roku, ale w tym roku zaczęłam praktykę sumiennie i z pełnym zaangażowaniem. Codziennie rano ćwiczę jogę, która wycisza mój mózg,  myśli i emocje po sennych podróżach,  jednocześnie rozciągam mięśnie i pobudzam ciało do życia.  Wieczorem jeśli mam ochotę również joga i zazwyczaj medytacja. 
Nie wiem czy dzięki tej praktyce, ale myślę,  że częściowo na pewno łatwiej mi siebie wystopować gdy wpadam w pobudzenie emocjonalne. Więcej mogę zaobserwować w moim ciele i otaczającym świecie,  lepiej nazwać i opisać to co widzę i czuję. Niestety nie potrafię jeszcze reagować za wczasu zanim wybuchnę którąś z moich emocji, ale z czasem może i tego się nauczę. 
Także joga i medytacja - polecam jako praktykę, jako chwilę zadumy, jako nasz STOP w codziennej gonitwie. 


piątek, 25 kwietnia 2025

Poległam w najgorszym momencie

 
Walczyłam dzielnie cały sezon grypowy i poległam w słabym momencie.

Chyba nikt nie lubi być chorym. Dla mnie jest to sytuacja beznadziejna, dosłownie czarna rozpacz. Nienawidzę być bezużyteczna, taka do niczego i feee. Siedznie na tyłku pod kocyczkiem z herbatką nie działa na mnie kojąco, doprowadza mnie do szewskiej pasji, a już leżenie w pieżynach i jakieś poty to łajaciepiernicze dejta strzelbe. Inną jest sytuacja kiedy jest to mój wybór, świadoma decyzja na lenistwo, ale z przymusu bo organizm tak zdecydował to oooo nieeee, tak to nie do mnie. I tak jest też tym razem, że leże jak placek, jak ta rozjechana sucha żaba na asfalcie, co nie dość że sama nic nie może to nawet nikt jej sprzątnąć i zakopać nie chce. Nie to żebym sugerowała, że ze mną szpadel, dołek i do lasu, co to to absolutnie nieeee, ja nie w tym kierunku. Chodzi mje o to, że ani się do czegoś zaangażować, ani nic bo nie mam siły, energii, entuzjazmu i nawet dobrej woli jakiejkolwiek, do tego jestem zła że jestem chora. No worek kobiecych wad w jednej osobie i to w jednym momencie.
Z nudów w wyrku już mnie cholera brała więc dałam sobie szanse coś porobić i teraz mam zaczęte posprzątanie i wypranie 😂😂😂 niestety nie na tyle żeby było bliżej końca 😁 Mąż lekko poirytowany bo burcze i się czepiam i marudze i się czepiem i czepiam i ... A Nasti woli się nie pokazywać bo jest opcja dosprzątać i dowyprać więc woli się nie narażać na ten pomysł. Zdała ralecja co kto, komu i jej w szkole i zniknęła w czeluściach swojej nory.
Jedynie pies jest zachwycony moją formą spędzania czasu i towarzyszy mi wiernie cały dzień.
Byle do szybkiego końca tej choroby, jakikolwiek ma być bo zwariuje 😒 

niedziela, 20 kwietnia 2025

Pragnienia i potrzeby




To nad czym myślisz, że panujesz w rzeczywistości panuje nad tobą
jesteś na tym świecie aby dawać i służyć, a nie by posiadać dominować lub rządzić
życie to nie wyścig, to nie walka o tron, to podróż przez chwile, przez radości i ból
a każdy dzień to dla nas nowa szansa, by być lepszym człowiekiem by kochać bez końca

Naucz się rozróżniać pragnienia od potrzeb, bo pragniesz wielu rzeczy, których Ci nie trzeba
a brak ci wielu rzeczy, których nie pragniesz, 
to co myślisz, że posiadasz na tym świecie w rzeczywistości posiada ciebie

W chwilach zwątpienia gdy świat się wali, jesteśmy tutaj by innym pomagać
twoje życie nabierze sensu i wartości, gdy odnajdziesz radość w czynieniu dobra
w codziennym biegu, zgiełku życia, tak łatwo zapomnieć co prawdziwie cenne
bo to co naprawdę liczy się najbardziej, to miłość którą dajesz innym

https://www.youtube.com/watch?v=p8HpVx0Gbvw&list=OLAK5uy_nEX8tO5iObip1u06IGY64LSPe6CXnCsXs&index=1

Jakiś Szarbi to śpiewa, chyba mało znany chłopak, przez przypadek na niego trafiłam. Pioseneczka taka sobie, jakieś fujarki i pewnie technicznie poprawiony głos, ale jak zaczęłam słuchać tekstu to się zatrzymałam na moment. Konkretnie zatrzymał mnie refren

Naucz się rozróżniać pragnienia od potrzeb, bo pragniesz wielu rzeczy, których Ci nie trzeba
a brak ci wielu rzeczy, których nie pragniesz

AI mi podpowiada, że:
Pragnienia i potrzeby to dwa różne rodzaje ludzkich dążeń. Potrzeby to fundamentalne, biologiczne i psychologiczne wymagania niezbędne do życia i funkcjonowania, podczas gdy pragnienia są bardziej subiektywne i złożone, wykraczają poza podstawowe potrzeby, wpływają na jakość życia oraz satysfakcję z niego. Pragnienie czegoś to silne odczucie chęci doświadczania lub zrobienia czegoś. Może dotyczyć zarówno potrzeb fizjologicznych, jak i emocjonalnych. 

Jak zaczęłam się zastanawiać nad moimi pragnieniami i potrzebami, to to się rzeczywiście trochę rozjechało. Pragnienia mam typowo materialne, nowe tekstylia, sportowe rupiecie, jakiś wyjazd w fajne miejsce. Ale to wszystko jest mi niekoniecznie potrzebne, bardziej są to zachcianki, a że mogę sobie na nie pozwolić to realizuje przynajmniej jakiś % z nich.
A jaki % w tym procencie stanowią rzeczywiste potrzeby? Bez czego da się obyć? Co jest potrzebą, którą traktuję jak oczywistość, a powinna być pragnieniem? 
Najważniejsza potrzeba to chyba zdrowie, chcę być zdrowa, ale ta potrzeba jest tak oczywista, że nie jest ani pragnieniem, ani marzeniem, ani intencją, mam być zdrowa i już i póki nic mi nie jest to nawet specjalnie o nim nie myślę. 
Mam nie być głodna (czytaj lodówka ma być pełna) i zapełniam lodówkę i głodna nie chodzę i czasem jest to rozsądne, a czasem nie, ale pustkami nie świeci. I znów jedzenie to oczywista oczywistość. Nie pragnę go i nie marzę o nim, a to wynika z tego że mam do niego dostęp i nigdy mi go nie brakuje. 


Możemy mieć pragnienie przyjaźni, miłości, opieki nad kimś, ale czy te pragnienia są jednocześnie potrzebami? 
Bez realizacji przynajmniej części pragnień da się przeżyć, a bez realizacji potrzeb? pewnie w części też. 
Ale sobie temat wymyśliłam 😂
Mogę tylko stwierdzić, że postęp cywilizacji, dobrobyt i przepych powodują, że codzienne potrzeby stają się oczywiste, przestaję o nich myśleć, przestaję je analizować i doceniać ewentualnie ograniczać. Skupiam się na pragnieniach, które w ogromnej części są mi zbędne.  Chcę coś mieć i pragnę tego jakby od tego zależało  moje istnienie i wmawiam sobie argumenty, które potwierdzają słuszność tego pragnienia. Moje pragnienia często tak mnie fokusują, że zapominam o podstawowych potrzebach, realizuję je z takim zapałem, że wali mi się zdrowie, czy spokój wewnętrzny, którego i tak mi brakuje. Po analizie z tzw. grubsza stwierdzam, że moim największym pragnieniem powinno być:
- być zdrową
- odzyskać spokój wewnętrzny
- ukoić skołatane nerwy
- poczuć pewność
- doceniać tu i teraz
- żyć w tu i teraz

a nie kupić nowy kask szosowy, czy zrobić 100 km w Tatrach w 4 dni 😁

Jestem przekonana, że nawet jak to napisałam i przeczytam głośno to nadal pragnienia będą pragnieniami, a potrzeby potrzebami i zazębiać się będą tyko w marnej części. 
Temat muszę jednak przeanalizować bo stwierdzam, że stałam się materialistką 😁 źle mi z tym nie jest, tylko zastanawiam się czy jest to moja potrzeba? bo na bank nie jest to pragnienie 🤣
 

środa, 16 kwietnia 2025

My to byliśmy, a ci teraz to...






Kilka dni temu córka pokazała mi Instagram jakiejś dziewczynki.

- mamo patrz jak ona się fajnie ubiera też bym tak chciała
- to się ubieraj
- nie mogę bo mnie wyśmieją, będę dziwna, a nauczyciele jeszcze dołożą
- dlaczego będziesz dziwna? przecież to fajne ubrania
- ale u nas w szkole zwrócą mi uwagę, jak z niej wyjdę to będę taka jak chcę
tadadadadaaaaammmm

Pytanie czy jak skończy tę szkołę, a zacznie kolejną to bycie innym będzie ok, czy nadal będzie trzeba iść za tłumem. Czy się dostosuje, czy będzie miała siłę i odwagę wyrażania siebie. System w jakim dorasta młodzież usypia ich indywidualność, albo się dostosowują albo są "dziwni".  Wszyscy w podobnych ubraniach i byle brzuch nad pasek spodni nie wyglądał, a tych bransoletek po co ci tyle, a te włosy po wakacjach jeszcze pofarbowane, matka chyba na głowę upadła. Żart zrobiony 1 kwietnia przeradza się w chryję. 
My rodzice też niestety przykładamy do tego rękę. Ileż razy padło z naszych ust: tak się ubierasz?, to nie wypada, tak nie wyjdziesz, uczesz te włosy, przebierz te spodnie, tych butów nie dostaniesz. A to tylko wygląd i ubiór.  W domu ma być cicho bo chcemy odpocząć po całym dniu. Zwalniamy dzieciaki z prac domowych bo zrobimy to szybciej i lepiej, a później marudzimy, że wszystko sami, a oni tacy leniwi.
Niestety zabijanie kreatywności młodzieży przez nas dorosłych jest widoczne na każdym kroku. I do tego ciągła ich krytyka. Jak słyszę, jak nasza młodzież dojdzie do władzy to już po świecie, to mnie krew zalewa. Wszystkie tego typu komentarze działają na mnie jak wciśnięty spust. Niestety mało kto się zastanawia czy oni rzeczywiście mają taki luksus życia, tak lepiej od nas i są od nas tacy gorsi. Bo przecież my to chodząca mądrość i energia, ideały w czystej postaci. 
Jak zaczniemy ich obserwować to zauważymy, że dzisiejsza nasza młodzież jest wrażliwa, otwarta na świat, współczująca. Są mili, tolerancyjni. Od małego nie wolno im się bić i walczyć o swoje zabawki, bo trzeba się dzielić, później sobie wziąć, a teraz oddać, więc trudno im się zachować w sytuacji zagrożenia własnego ja. Ich problemy załatwiamy za nich robiąc pretensje w szkole, czy u sąsiadów. Porównując ich do nas piją i palą mniej, mniej imprezują, siedzą w domach, są spokojni zajęci sobą, nawet nie pyskują tyle co my. 
Są łagodni i często nie potrafią radzić sobie z emocjami, tylko czy to jest problem? Czy to znaczy, że są słabi? Że mamy od nich wymagać więcej, zostawiać ich samych sobie, żeby sobie radzili bo my w ich wieku to... A może pora dać im spokój, przestać ich krytykować i na nich narzekać. Może pora się nimi zaopiekować. Bo świat jest do 🍑. Przebodźcowany i nacechowany negatywnymi emocjami. Niestety  dzięki nam taki jest. Dzieciaki głownie chłoną, nie każdy z nich tworzy treści, ale większość z nich je odbiera. 
Nie oczekujmy, że będą doskonali. To tylko dzieci - nastolatki. Mają swoje telefony, Internety, nie potrafią skupić zbyt długo uwagi. Może "lubią" za dużo i za często. Tylko czy my byliśmy inni? Czasy były inne to i owszem, a my dostosowani do nich, ale czy byliśmy lepsi. 
Ich muzyka jest tragiczna, obraźliwa, bez wokalu i tekstu. Tylko czy my słuchamy tych tekstów. Czy krzyczmy ścisz to... i dodajemy czego oni teraz słuchają. I nawet nie staramy się odsłuchać współczesnej muzyki. Ona jest  podobna do siebie, bo technika daje takie możliwości, każdy śpiewać może i przy pomocy technologii nawet potrafi, ale sporo tekstów jest dobrych i warto ich posłuchać. Często to czego słucha nasze dziecko daje nam obraz tego jaki jest jego świat. My niestety tego nie widzimy bo przecież skoro dziecko jest nie takie to tym bardziej jego muzyka. Tylko jeśli jest nie takie, to jakie ma być? takie jak my?
Mówimy, że nastolatki nie mają motywacji i ambicji. A może oni zwyczajnie nie chcą być tacy jak my, z kredytami, wielkimi domami, które sprzątamy bo musi być czystko, a na święta to już w ogóle. I rodzina, rodzina najważniejsza, przyjąć trzeba ciotkę, kuzynkę, babkę, praciotkę, siostrę ciotki, brata ojca, a jak wyjdą z domu to nas szlag trafia że znów trzeba było idiotę tolerować. 
Może oni nie widzą sensu wyścigu szczurów, w który my wierzymy i praktykujemy, żeby mieć więcej, żeby mieć wszystko dla siebie i dla nich, a ze zmęczenia nie doceniamy tego co mamy i jeszcze wypominamy, że jakby nie my to byś...
Może dla nich coś innego jest ważniejsze niż chore ambicje.
Pokolenie naszych dzieci radzi sobie bardzo dobrze w tych chorych czasach i możemy się od nich wiele nauczyć w kwestii wzajemnej życzliwości. To my jesteśmy homofobami i innymi fobami, a jeśli wśród nich jest taka osoba to głównie dlatego, że przykład z domu bierze.
Może dla odmiany zacznijmy nastolatków doceniać. Oni są irytujący, głośni, często smutni, źli lub nie wiadomo o co im chodzi, ale jednocześnie są wyjątkowi. 
Możemy spytać naszych rodziców i dziadków, jacy my byliśmy. Idealni, otwarci na wszystko i wszystkich, ambitni i pracowici? Byliśmy identyczni jak współczesna młodzież. Jak nam kazali to pracowaliśmy, a jak nie to nie, nikt sam z siebie ziemniaków zbierać nie leciał.

    Raczej żaden nastolatek tutaj nie trafi, ale powiem, że ja ich uwielbiam, całą ich radość życia, ich problemy i sposób ich rozwiązywania, ich potrzeby, ich sposób myślenia, przyjaźnie, miłości i awantury. Jak walczą ze swoim młodym losem, z systemem który ich zawłaszcza i próbuje ukierunkować wg. norm tabelek i zasad. 
Dla mnie jesteście wspaniali i uważam, że niezależnie kim będziecie w przyszłości to będziecie lepsi niż my. Życzę Wam żeby nasze pokolenie nie wmówiło wam, że my byliśmy lepsi w waszym wieku. Nie byliśmy. Nikt nie był. Byliśmy inni bo czasy były inne. Mam nadzieję, że się nie zmienicie i nie będziecie tacy jak my, zapracowani, sfrustrowani, ciągle niezadowoleni.

    Natomiast jeśli chodzi o dwudziesto i trzydziestolatków już nie mogę słuchać jakimi są pracownikami. No nie są takimi jak my i całe szczęście. Już wystarczy stachanowców za psie pieniądze, których się kijem motywuje. My już ten dziwny epizod korposzczurów wzieliśmy na siebie i może już wystarczy 😂

    Piszę chaotycznie, ale im dłużej nad czymś siedzę i myślę i poprawiam tym mniej mi się podoba. Nie jestem specjalistą w dziedzinie pisania, grzebię sobie dla własnej przyjemności, dlatego wpisy są takie jakie są bo piszę je z emocjami i w momencie kiedy mi coś przychodzi do głowy. Mają pawo się nie podobać 😉




sobota, 12 kwietnia 2025

Ze śrubki strzał w kolano


    
        Śrubka,  śrubki i po śrubce...

    Gdzieś pisałam,  że jestem leniwa, ale pracowita 😆 i będzie trochę o tym.

    Podczas ogarniania chałupy z tak zwanego grubsza zawsze, ale to zawsze dokładnie odkurzam podłogę bo mam świra na jej punkcie. W piątek jadę sobie odkurzaczem przez podłogę salonu błyszczący przestwór oceanu i nagle przed oczami staje mi śrubka. Mała czarna śrubka na środku salonu. (Notmalnie klne jak szewc, ale tu nie wypada i chyba nawet nie można to wstaw sobie odpowiednie w miejsce kropek 😁) Myślę ja ... co to tutaj robi. Położyłam znajdźkę na sole i już miałam kończyć robotę, witałam się z gąską, ale myślę, ja piernicze będzie ta śrubka tu teraz leżała miesiąc i mnie wkurzała, bo Z nie będzie pewnie wiedział od czego to cudo jest, ale nie będzie kazał unicestwić dziada bo jednak od czegoś jest, ze starlinka nie odpadło. Wziełam śrubkę (i tataj lenistwo kontra pracowitość 😂😂😂) zamiast iść 4 m i wyrzucić śrubkę o kosza, Ewelinka walneła śrubkę na podłogę z myślą, że ją odkurzy. Pierwszy bieg, nie poszło, drugi bieg, nie poszło. Zdjęłąm mega giga turbo szczotkę co odkurzy wszystko bo widocznie śrubek nie wciąga. Myśle sobie, sama rura da radę, a w życiu śrubka jak leżała tak leży. Tutaj poziom mojej irytacji sięgał już górnej granicy, odpiełam rurkę został mi sam chyba to jest odkurzacz właśnie i w dupe, też nie wciąga. Zła jak jasna ... myślę sobie ten odkurzacz jest albo taki głupi, albo taki mądry, że głupiej śrubki nie wciąga. Wyłączyłam dziada, otworzyłam pojemnik na brud, wrzuciłam śrubkę, jak już wpadła to zauważyłam, że wpadłam ją nie do tej części co trzeba, więc po odpaleniu odkurzacza wywaliło śrubkę na podłogę. Ja ... nie wyobrażacie sobie na ile sposobów można odmienić słowo k..., odmieniłam na jakieś pińset. Ponownie otworzyłam pojemnik, wściekła jak osa zrobiłam to z taką energią, że połowa Spajkowskich skundlinów razem z kurzem wyleciała na podłogę. Śrubka do pojemnika odpowiedniego oczywiście już tym razem, rurka do odkurzacza, turbo megagiga szczotka do rurki i lece z tematem, odkurzyam syf, który uczyniłam i tak po około 5 minutach pozbyłam się śrubki. Po sprzątnięciu podłogi ogarnełam jeszcze garaż i jakieś pierdoły i byłam zmęczona jakbym z wykopków wróciła.

Dzisiaj wracamy z Z i Spajkowskim od weta i pytam czy mamy jakiś szybki klej bo mi się rurka od odkurzacza urwała:
Z - jak ci się urwała?
E - normalnie, jakoś tak się rusza chyba coś pękło
Z- jak pękło? przecież to jest nowa rurka
E - no nowa, ale może znowu pękła bo się rusza
Z - jak się rusza, to ty musisz mieć co miesiąc nową rurkę do odkurzacza?
E - oesuu przykleje szybkim klejem i troche wytrzyma póki niedopęknie do końca, jak dopęknie to kupie nową

Wracamy do domu Z ogląda rurke i mówi, tutaj nic nie pękło tylko śrubka wypadła. Nie widziałaś jej gdzieś?
Moja mina chyba była bezcena, oczywiście, że ją widziałam i nawet wiedziałam gdzie aktualnie jest 😂😂😂
Tabudadadadaaaaaaammmmm


poniedziałek, 7 kwietnia 2025

Sport to zdrowie, ale...

     

Sport to zdrowie, ale czasem niezdrowie
                                             😒


    W tym sezonie oprócz aktywności fizycznych dotychczasowych, postanowiłam wrócić do biegania. Trochę z psem po tzw. drogach dojazdowych do gruntów ornych, czyli tak jakby po szlaku w tatrach wysokich 😂🤣 i trochę po drogach z nawierzchnią asfaltową, ewentualnie wybrukowanych chodnikach. A skoro zaczynamy sezon i bieganie to oczywiście oprócz tego, że od poniedziałku 😁(Nigdy nie zaczynam od poniedziałku, bo nienawidzę tego dnia z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich myśli swoich) to w nowych butach. I tutaj właśnie pojawia się tzw. mexyk. Dzisiaj stwierdzam, że mogę pójść z marszu i zrobić doktorat z rodzajów butów i nawierzchni, ułożenia stopy w biegu, kontuzji kolan i stawu skokowego wywołanych złym obuwiem i pińset innych tematów i że chyba lepiej nie biegać, bo zanim ruszysz w teren to skończysz u psychiatry 😁 
Tydzień szukania idealnych butów - nie pykło, bo w żadnym które skradły moje serce nie było rozmiaru 😒 Przeszłam do etapu kupić dobre buty, to był kolejny tydzień - nie pykło bo w żadnym które skradły moje serce nie było rozmiaru 😒 Przeszłam do etapu kupić buty - udało się ale spędziłam nad tym cały weekend. Jestem zmęczona jakbym przebiegła maraton, analizę tematu prowadziłam w pozycji kanapowej w ułożeniu wszelakim w związku z czym moje plecy wymagają rehabilitacji, a nie biegania 🤣😂
Jednakże mamy sukces i to podwójny. Drodzy Państwo, tak się zawęziłam, że w końcu dotarłam do brzegu i doszłam do wniosku, że potrzebuję 2 par butów 😁w tzw. teren i drugie na asfalt. Nie byłoby to takie znów złe bo butów nigdy za wiele oprócz tego, że koszt z deczka bardziej daje po kieszeni, gdyby nie to, że biegam połowę trasy z psem "po polach", a później drugą po asfalcie. Więc teraz wychodząc z domu będę  zakładała trajlówki, przebiegnę 3,5 km bo tyle Spaykowski daje radę i wrócę do domu na pit stop przy ogrodzeniu, pies za furtkę, szybka zmiana obuwia, które na mnie czeka,  małe piciu i lecę drugie 3,5 km 😂😂😂 Spoczko, aż tak nie odleciałam 😁
    Do brzegu. Po dwóch tygodniach szukania obuwia, przekopaniu setek stron, przeczytaniu tysiąca artykułów i odwiedzeniu kilkudziesięciu sklepów internetowych, stwierdzam że świat oszalał, a z nim kiedyś ja oszaleje. Buty, drugie buty, pasek na telefon - kolejny cud techniki co na dekiel wali, oczywiście cały strój pod biegi, bo jak bez stroju to bez sensu - umrzesz jak w dresach pobiegniesz, tarcie powietrza o powierzchnię opór stwarza, a jak biegać to trzeba być mistrzem i osiągi, osiągi, osiągi, a w ogóle to do grupy na fb, Instagramie i gdzie ino tylko trzeba się zapisać. Podskoki, tak zdecydowanie podskoki ćwiczyć, wykroki, zakroki, wysokie unoszenie kolan i tak nawalić sobie do łba, żeby za 3 tygodnie buty schować do szafki. I ja nie mówię, żeby nie korzystać z dobrodziejstw współczesnej techniki nawet tej tekstylnej, bo korzystam i lubię fajne lumpy, ale jak wchodzę na sklep i widzę legginsy - kategorie do: biegania, fitness, crossfit, gym, yoga, bezszwowe, kompresyjne, bezuciskowe, modelujące 😮😮😮 to mój mózg zmienia się w papkę, a jestem dopiero na getrach, co z resztą strach pomyśleć 😒 To samo się tyczy każdego innego sportu.
Współczesność, rozwój, postęp są wspaniałe, ale bardzo męczące 😊
O moim uzależnieniu od zegarka będzie inny wpis 🤣🤣🤣